PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Życie praktyczne – co warto mieć

14 marca 2016 | kategoria Życie praktyczne

S. ma niewiele ponad dwa lata. Dla dzieci w tym wieku, mówiąc o metodzie Montessori, najważniejsze są dwie jej części: sensoryka oraz ćwiczenia życia praktycznego. Dzisiaj chciałabym się z wami podzielić kilkoma pomysłami dotyczącymi właśnie życia praktycznego: jak realizujemy je w domu, jakie zabawki czy pomoce okazały się strzałem w dziesiątkę i warto było je kupić (czy zrobić).

Moje Montessori Życie praktyczne co warto mieć

 

Na początek cytat:

Jeśli dobrze się nad tym zastanowić, ćwiczenia praktycznego życia można potraktować jak prawdziwą gimnastykę. Otoczenie, w którym żyje dziecko, jest salą gimnastyczną, gdzie może ono doskonalić wszystkie ruchy. Jest to coś, co różni się od pracy manualnej, dzięki której wykonuje się nowe przedmioty. U nas natomiast wykorzystuje się istniejące już przedmioty, przemieszczając je, a takie zadania ruchowe kierowane są przez inteligencję, która wytycza sobie konkretne cele do osiągnięcia. Zwinięcie dywanika, wyczyszczenie szczotką butów, wymycie miski lub podłogi, nakrycie stołu, otwieranie i zamykanie szafek, drzwiczek, drzwi i okien, porządkowanie pokoju, ustawienie krzeseł, odsłonięcie zasłony, przestawienie mebla itd. – wszystkie te czynności wprawiają ciało w ruch i każdy ruch wykonywany jest w inny sposób i w tym się doskonali. … W każdym razie ćwiczenia życia praktycznego nie mogą być traktowane jako proste ćwiczenia mięśniowe, ponieważ stanowią one pracę. … Musimy więc zapewnić dziecku w jego otoczeniu środki do realizowania jego aktywności. …

Przedmioty, które służą do ćwiczeń praktycznego życia, nie mają naukowej definicji. Są to przedmioty codziennego użytku w miejscu, w którym dziecko żyje, i które widzi również w swoim rodzinnym domu. Jedyna różnica polega na tym, że w Domu Dziecięcym są one skonstruowane proporcjonalnie do rozmiarów małego człowieka.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

 

S. bardzo lubi uczestniczyć w różnych pracach domowych (pisałam o tym też tutaj). Wiadomo, są różne fazy: kiedyś uwielbiał pracę w kuchni, teraz już trochę mniej go ona interesuje. Obecnie jest u nas faza na pracę mopem, zmiotką oraz ponadczasową (bo na nią faza jest i zawsze była) konewką.

Oto moja mała lista rzeczy, które posiadamy i okazały się bardzo pomocne, lub planujemy ich zakup w bardzo niedługim czasie:

Miotła

 

Do tej pory nie rozumiem, jak to jest możliwe, że S. jeszcze nie posiada swojej miotły. Zamiatanie tarasu czy chodnika należało w lecie do jego ulubionych czynności. Ale wiadomo, z dużą miotłą jest to niełatwe zadanie. U nas jest na liście zakupów do zrealizowania do wiosny.

 

 

 

Zmiotka i szufelka

Bardzo przydatna przy pracach z udziałem przesypywania i też świetne ćwiczenie motoryczne, przy którym potrzebna jest koordynacja obu rąk. Niekoniecznie trzeba od razu kupować specjalne zestawy dla dzieci, my w jednym z marketów znaleźliśmy zestaw w sam raz do dziecięcych rączek.

 

 

Mop

U nas obecnie numer jeden używany na co dzień. Co prawda nie posiadamy specjalnego mopa dla dzieci (i szkoda, poważnie się zastanawiam nad jego zakupem), S. używa zwykłego mopa z rączką ustawioną na najkrótszą opcję. Rozwiązanie może nieidealne, w każdym razie S. i tak z niego chętnie korzysta.

 

 

Suszarka

 

S. był przez dłuuugi czas bardzo zainteresowany całym procesem prania: od wkładania brudnych rzeczy, przez włączanie pralki aż po wywieszanie mokrych ubrań. Kupno suszarki było u nas naturalną konsekwencją jego zainteresowania. Co prawda faza trochę już minęła, ale czasami sobie jeszcze lubimy coś razem wywiesić. 🙂

 

 

Narzędzia ogrodowe

Jeden z najlepszych naszych zakupów. Zainteresowanie pracami ogrodowymi utrzymuje się u S. na stałym (oczywiście bardzo wysokim) poziomie. W tamtym roku rozglądałam się bardzo intensywnie po zestawie narzędzi nie tylko do zabawy, ale do prawdziwej pracy. Kupiliśmy zestaw firmy Small foot (trzeci zestaw na obrazku powyżej) i nie żałujemy. Porządne narzędzia drewniano-metalowe sprawdzają się w ogrodzie i również w piasku. Lekka konewka (plastikowa) jest bardzo poręczna i dziwie się, że przy takiej frekwencji jej używania tak dobrze się trzyma. 😉

 

 

Przybory kuchenne

 

Różnego rodzaju: łyżki, łopatki, chochelki, sztućce, wałek do ciasta, szczypce czy od pewnego wieku też nożyk. Fajne zestawy do gotowania czy do pieczenia można znaleźć w IKEA czy też w linii TESCO kids. Jeśli chodzi o zestawy drewniane (np. stolnica, wałek, łyżki), warto rozejrzeć się wśród polskich producentów na przykład w moim ulubionym Makowie Podhalańskim. 😉 (Myślę, że na ten temat zrobię też kiedyś osobny wpis, bo kuchnia jest świetnym miejscem do ćwiczeń z działu życia praktycznego).

 

 

Talerze, miski, szklanki, dzbanki

 

Czyli cały zestaw potrzebny do nauki samodzielnego jedzenia i picia. My praktycznie od zawsze używaliśmy prawdziwych (nieplastikowych) talerzy i misek oraz metalowe sztućce. Zdecydowaną większość rzeczy wzięliśmy z naszych (dorosłych 🙂 ) zestawów, łącznie z widelcami deserowymi oraz filiżankami do espresso czy literatkami z grubego szkła. Małe prawdziwe naczynia.

 

 

Tace

Chyba rzecz niezbędna w Montessori domu. Są one przydatne do różnego rodzaju czynności: przenoszenia rzeczy czy proponowania materiałów na półkach. Zdają egzamin też przy czynnościach związanych z przesypywaniem czy przelewaniem: wyznaczają obszar pracy oraz pomagają utrzymać czystość (jeśli mają wysoki brzeg, nic się nie wysypie czy nie wyleje poza nie).

Learning tower

Podest ułatwiający dziecku dostęp do różnorakich prac w kuchni. U nas niezbędna część domu i jedna z najlepszych inwestycji. Więcej o nim pisałam tutaj.

Moje-Montessori-learning-tower

Możliwość uczestniczenia w życiu codziennym daje dziecku poczucie, że jest w stanie zrobić coś wartościowego dla siebie oraz dla innych i że potrafi dołożyć swoją część do funkcjonowania rzeczy wokół siebie. Nieważne jak dużą.

Dzieci nie przejmują się wagą pracy: one są zadowolone kiedy dały z siebie maksimum, do jakiego są zdolne, i nie czują się wyłączone z wszelkich możliwych zadań, które daje im otoczenie.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

Dokładnie tak. 🙂


cytaty pochodzą z książki:

Maria Montessori, Odkrycie dziecka, wydawnictwo Palatum, Łódź, 2014

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Ja mam pytanie odnośnie tac. Czy one powinny być naturalne, drewniane, czy można dać np pomalowane kolorowo? Nie mam akurat takich naturalnych, a córka przejawia duże zainteresowanie kolorem żółtym (takie mam 😉 ) i nie wiem, czy dać jej takie, czy inwestoać w naturalne? 🙂

    • Naturalne mają ten plus, że są takie powiedzmy „neutralne” i na ich tle dobrze eksponuje się materiał i pomoce. Ale myślę, że oczywiście można użyć innych według preferencji czy tego, co akurat mamy w domu. Warto tylko zwrócić uwagę na to, czy nie mają za dużo elementów rozpraszających (np. różnokolorowych obrazków) i czy córka jest w stanie łatwo je samodzielnie przenosić. My mamy w domu głównie tace drewniane i na razie nielakierowane, które nie naddają się np. do ćwiczeń z udziałem wody. 😉 Pozdrawiam serdecznie! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *