PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Sekret dzieciństwa – cytaty

26 listopada 2018 | kategoria Cytaty, Książki o metodzie Montessori

Sekret dzieciństwa to trecia (po Domach dziecięcych oraz Odkryciu dziecka) książka Marii Montessori, która ukazała się w polskim tłumaczeniu. Jest to dla mnie fascynująca książka, z której dowiecie się, w słowach samej Marii Montessori, jaką wizję dziecka odkrywała w swojej pracy. Są to słowa ciepłe, pełne szacunku. Myślę, że właśnie to jest książka, po którą trzeba sięgnąć chcąc zrozumieć, o co w ogóle w całej metodzie chodzi.

 

Zapomnijcie na chwilę o pomocach, półkach, materiałach i zabawkach. Warto sięgnąć po źródła. Ja was do tego gorąco zachęcam i w tym wpisie chciałabym podzielić się z wami kilkoma cytatami pochodzącymi właśnie z Sekretu dziecińswta – książki napisanej w 1936 roku ale niezmiernie aktualnej również dzisiaj. Cytatów, które szczególnie do mnie przemówiły.

 

Moje Montessori Sekret dzieciństwa

 

 

Czym jest dzieciństwo? Nieustającym problemem dla zajętego dorosłego, zmęczonego coraz bardziej absorbującymi sprawami. Nie ma miejsca na dzieciństwo w ciasnych mieszkaniach nowoczesnych miast, gdzie tłoczą się rodziny. Nie ma na nie miejsca na ulicach, ponieważ coraz więcej tam samochodów, a chodniki z kolei zapełniły spieszący się przechodnie. Dorośli nie mają czasu, aby zajmować się dziećmi, są zbyt pochłonięci swoimi pilnymi obowiązkami. Ojciec i matka muszą pracować, oboje, a jeśli zabraknie pracy, bieda uciska i miażdży dzieci tak jak dorosłych. Dziecko żyjące nawet w najlepszych warunkach zostaje zamknięte w swoim pokoju, pod opieką obcych, wynajętych osób, z zakazem wchodzenia do tej części domu, w której przebywają istoty, z których zostało poczęte. Dziecko nie ma żadnego schronienia, w którym mogłoby poczuć, że zrozumiano jego duszę, gdzie mogłoby wykonywać naturalne dla siebie czynności. Ma siedzieć grzecznie, cicho, niczego nie dotykając, ponieważ nic do niego nie należy. Wszystko jest nietykalne, wszystko jest wyłączną własnością dorosłego, zakazaną dla dziecka.

s. 2

 

 

Aby zacząć traktować dziecko inaczej niż dotychczas i uchronić je od konfliktów zagrażających jego życiu psychicznemu, należy przede wszystkim wykonać podstawowy krok, zasadniczy, od którego wszystko zależy, a polegający na przemianie dorosłego. Stwierdzenie, że robi on wszystko, co w jego mocy, i poświęca się dla dziecka z miłości, ma w rzeczywistości informować o tym, że cokolwiek ponadto jest nierealne, tymczasem dorosły musi koniecznie przekroczyć tę granicę, wykroczyć poza to, co jest mu znane, poza własną wolę i poza własną świadomość.

s. 17

 

Moje Montessori Figurki Marple 3

 

 

 

Dorosły w stosunku do dziecka przyjął postawę egocentryczną, nie egoistyczną, a egocentryczną, dlatego wszystko, co dotyczny psychicznej sfery dziecka, odnosi zawsze do siebie, pogłębiając coraz większy brak zrozumienia. Właśnie ten punkt widzenia sprawia, że postrzega on dziecko jako pusty byt, który musi wypełnić własnym wysiłkiem, jako byt bezwładny i niezdolny, za który musi zrobić wszystko, jako byt bez wewnętrzych drogowskazów, który wymaga prowadzenia przez dorosłego, krok po kroku, z zewnątrz. Dorosły postrzega siebie jako stwórcę dziecka i ocenia dobro i zło dziecięcych działań z punktu widzenia swoich relacji z nim. Jest nieomylnym, jest dobrem stanowiącym wzór dla dziecka, a to wszystko, co w dziecku różni się od charakteru dorosłego, jest złem, niezwłocznie przez niego korygowanym.

Dorosły, przejawiając tę postawę, która nieświadomie tłumi osobowość dziecka, działa w przekonaniu o swoim zapale, miłości i poświęceniu.

 

s. 18

 

 

Kiedy mówi się, że ojciec i matka stworzyli dziecko, utrwala się nieprawidłowe stwierdzenie. Należałoby powiedzieć: człowiek powstał z dziecka, to dziecko jest ojcem człowieka.

Tajemny wysiłek dzieciństwa należy uznać za świętość. Ta żmudna, pracochłonna manifestacja zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ w tym okresie precyzuje się przyszła osobowość jednostki.

 

s. 48

 

 

Dziecko na drodze rozwoju psychicznego dokonuje cudownych podbojów, nie dostrzegamy tego cudu tylko ze względu na nasze przyzwyczajenie, które sprowadza nas do roli niewrażliwych widzów. Jak to jednak możliwe, że dziecko przybyłe znikąd tak dobrze orientuje się w tym skomplikowanym świecie? W jaki sposób udaje mu się odróżniać rzeczy i jakim cudem zdołało opanować język pełen drobnych zawiłości, skoro nie ma żadnego nauczyciela, i dokonuje tego po prostu, żyjąc życiem zwykłym, pełnym radości, niestrudzonym. Dorosły, aby nabrać orientacji w nowym otoczeniu, potrzebuje dużej pomocy, aby nauczyć się nowego języka, musi podjąć nie lada wysiłek, przy czym nigdy nie osiągnie znajomości na poziomie języka ojczystego, tej, którą nabył w wieku dziecięcym.

W okresach wrażliwości dziecko nabywa określone umiejętności. Okresy te można porównać z latarnią oświetlającą wnętrze, ze stanem zasilania, prowadzącym do wzrostu aktywności. Ta wrażliwość właśnie pozwala dziecku na nawiązanie w wyjątkowo intensywny sposób relacji ze światem zewnętrznym. Wtedy wszystko staje się łatwe, wszystko jest entuzjazmem i życiem.

 

s. 52

 

 

 

Kaprysy z okresu wrażliwego to zewnętrzny wyraz niezaspokojonych potrzeb, alarm informujący o nieprawidłowym stanie, o zagrożeniu. Znikają od razu, jeżeli uda się je zrozumieć i zaspokoić.

s. 53

 

 

Najprościej jest ocenić każdą niezrozumiałą reakcję dziecka, każdy jego trudny moment, określając go mianem kaprysu. Ten kaprys musi nam obrazować wagę problemu do rozwiązania, zagadki do rozszyfrowania. To niełatwe, owszem, ale niezwykle interesujące. To przede wszystkim nowy nawyk, będący nobilitacją dla osoby dorosłej: przyswojenie tego nawyku czyni z dorosłej osoby badacza, pozwala odejść od postawy, jaką faktycznie przyjął wobec dziecka: ślepego dominanta, despotycznego sędziego.

s. 83

 

Dorosły musi starać się interpretować potrzeby dziecka, aby podążać za nim i wspomagać je własnym zaangażowaniem, przygotowując odpowiednie otoczenie. Tylko tak można rozpocząć nową epokę w edukacji: epokę wspierania w drodze przez życie. Dzięki temu będzie można zakończyć i zamknąć epokę, w której dorosły postrzegał dziecko jako przedmiot, którzy się bierze i wszędzie przenosi, gdy jest bardzo małe, natomiast gdy podrośnie, musi wyłącznie podporządkowywać się dorosłemu i naśladować go. Dorosły musi zaakceptować to, że powinien pozostawać na uboczu i musi postarać się zrozumieć, że dziecko pragnie być jego naśladowcą i życiową pomocą. Oto postawa wychowawcza, jaką powinny przyjąć matki i wszyscy wychowawcy zajmujący się dzieckiem. Skoro osobowość dziecka należy wykształcić w trakcie rozwoju i jest ona tą słabszą osobowością, silniejsza osobowość dorosłego musi być ustępliwa i śledząć wytyczne, które daje nam samo dziecko, potraktować jako honor tę sposobność jego zrozumienia i podążania za nim.

s. 91

 

 

Moje Montessori Pokój naszego pięciolatka 6

 

 

Dziecko w stosunku do dorosłego jest gotowe do posłuszeństwa sięgającego po najdalsze krańce ducha. Kiedy jednak dorosły żąda, aby dziecko zrezygnowało dla niego  z wewnętrznego głosu, który popycha je zgodnie z niepodważalnymi zasadami i prawami, dziecko nie może być posłuszne. To tak, jakby oczekiwać, że przerwie proces wyrzynania się zębów w okresie ząbkowania. Kaprysy i nieposłuszeństwo dziecka to nic innego, jak przejawy konfliktu życiowego między kreatywnym impulsem a miłością do dorosłego, który go nie rozumie. Kiedy zamiast oczekiwanego posłuszeństwa pojawia się kaprys, dorosły musi zawsze pamiętać o kontekście konfliktu i dostrzegać w nim obronę życiowego gestu niezbędnego do rozwoju dziecka.

s. 127

 

 

W naszych szkołach, stanowiących odpowiednio dostosowane otoczenie, dzieci same powtarzają zdanie będące wyrazem wewnętrznej potrzeby: „Pomóż mi robić to samemu.”

Jak wymowne jest to zdanie oparte na paradoksie! Dorosły ma pomagać dziecku, aby mogło ono działać i realizować swą pracę na świecie.

 

s. 256

 

 

Nie wystarczy bowiem pzygotować dla dziecka przedmioty o odpowiednich kształtach i wymiarach. Należy przygotować dorosłego, aby potrafił pomagać dziecku.

s. 256

 

 

Rodzice nie są budowniczymi dziecka, są jego opiekunami. Muszą chronić je i dbać o nie w głębokim tego słowa znaczeniu, jak ktoś, kto przyjmuje na siebie świętą misję, kto odrzuca własne interesy i wychodzi poza kategorie pojmowania życia zewnętrznego.

s. 271

 

 

 

Mimo że w bardziej świadomych domach, o wyższej kulturze, stopniowo odchodzi się od stosowania kar, niestety ten wzrost świadomości wciąż nie jest zjawiskiem powszechnym. Szorstkie maniery, stanowczy i groźny głos to najczęstsze podejście dorosłego w relacjach z dzieckiem. Panuje przekonanie, że karanie dziecka jest naturalnym prawem dorosłego, więc matka musi się przemóc, żeby uznać za obowiązek wymierzenie dziecku klapsa.

Stosowanie kar cielesnych wobec dorosłych jest zabronione, ponieważ odbierają ludzką godność i hańbią społeczeństwo, a czy istnieje coś bardziej prymitywnego niż lżenie albo bicie dziecka?

To oczywiste, że świadomość ludzkości jest spowita głębokim snem.

 

s. 278

 


Wszystkie cytaty użyte w tym wpisie pochodzą z książki:

•  Maria Montessori, Sekret dzieciństwa, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa, 2018

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Dlaczego wciąż na studiach pedagogicznych przedstawia się pedagogikę Montessori jako metodę „alternatywną” wśród wielu innych alternatywnych metod wychowania…. Może nasze wnuki doczekają czasów, kiedy państwowe szkolnictwo zaczerpnie z odkryć M. Montessori, a nie będzie tkwić w epoce kamienia łupanego w nauczaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *