PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Praca, błędy i przygotowane otoczenie

13 listopada 2018 | kategoria 18 - 24 miesiące, 2 - 2,5 roku, 2,5 - 3 lata, 3 - 4 lata, 4 - 5 lat

Jest wiele aspektów pedagogiki Montessori które mnie urzekają. Przekonuje mnie wizja dziecka, zrozumienie jego potrzeb, głęboki szacunek do niego.

 

Nasze wprowadzanie Montessori w domu nie jest by najmniej kaprysem, buntem czy podążaniem za modą jak czasami już słyszałam. Jest przemyślaną decyzją, wizją edukacji z którą się jak najbardziej zgadzamy i ją znamy. Nie, nie oczarowały mnie przestrzenie z Instagrama, oczarowała mnie wizja dziecka, szacunku do niego, podążanie za jego spontanicznym uczeniem się. Oraz wiele innych rzeczy, aspektów i rozważań, które czytałam wgłębiając się w teksty Marii Montessori. Jest mnóstwo rzeczy, nad którymi zastanawiam się dzięki temu, że czytałam o nich w jej dziełach i niektóre z nich zmieniły również codzienność w naszym domu. Przedstawię wam kilka z nich opowiadając jedną małą historyjkę z naszego domu.

 

Moje Montessori Pokój naszego pięciolatka 3

 

 

• Przygotowane otoczenie •

Wczoraj był piękny, spokojny wieczór. Po wspólnej kolacji wszyscy krzątaliśmy się po domu, każdy idąc w stronę swoich spraw. Mąż czytał książkę, ja ładowałam zmywarkę, S. chodził tam i z powrotem z kuchni do jadalni. W pewnym momencie podszedł do nas i oznajmił, że zaprasza nas na deser po kolacji. Zaprowadził nas do jadalni, gdzie zastaliśmy pięknie nakryty stół: na każdego czekała mała szklana miseczka i obok niej łyżeczka. Na środku stołu postawiona była duża szklana miska pełna… sałatki owocowej! Sałatki owocowej, którą S. przygotował właśnie dla nas.

 

Hmm, sałatka, to przecież nic takiego, prawda? Ale wyobrażcie sobie niespełnia pięciolatka obierającego banany i mandarynki. Próbującego przekroić duże jabłka na dwie połówki, żeby moć wyciąć z nich nasiona. Przygotować wszystkie potrzebne mu naczynia, pokroić owoce na małe kawałki, wrzucić je do miski, wymieszać, przygotować stół, posprzątać po sobie. Zajęło mu to ponad pół godziny pracy. Pracy w pełnym skupieniu i ciszy. Powiem wam, że był to najradośniejszy posiłek jaki pamiętam. My się cieszyliśmy z oczywistych powodów a S. cieszył się, że wykonał taki kawał pracy! I to zupełnie sam!

 

 

Człowiek, który postępuje niezależnie, który angażuje swoje siły w wykonanie zadań, pokonuje sam siebie, doskonali się i rozwija swoje zdolności. Ludzie przyszłych pokoleń będą silnymi ludźmi, jeśli będą niezależni i wolni.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

 

 

I tu dochodzimy do tego, o czym chciałam wam opowiedzieć – przygotowane otoczenie. Jeden z najpiękniejszych aspektów metody Montessori – otoczenie dostosowane do potrzeb dziecka, które powinno pozwalać mu działać w nim samodzielnie i zachęcać go do aktywnej pracy. Może brzmi to trochę skomplikowanie, ale w domu może to wyglądać też bardzo prosto. Na przykład dostosowując kuchnię do potrzeb czterolatka: tak, żeby miał w zasięgu wszystko czego potrzebuje do prac, które potrafi wykonać samodzielnie. Żeby, chcąc przygotować rodzicom sałatkę owocową nie musiał chodzić za nimi i prosić o deskę do krojenia, miskę czy owoce (i psuć niespodziankę 😉 ), ale żeby mógł poradzić sobie sam czerpiąc z tego satysfakcję.

 

(zdjęcie lekko archiwalne, podest już dłużej nie jest w użyciu 🙂 )

 

Pierwszym krokiem realizowanym w wychowaniu powinno być stworzenie dziecku takiego otoczenia, które będzie osłaniało go przed niebezpiecznymi i trudnymi do przejścia przeszkodami ze świata dorosłych. Schronisko przed burzami, oaza na pustyni, idealne miejsce pełne pokoju, w którym można realizować słowa „Servite Domino in laetitia – Będę służył Bogu z radością” . Takie właśnie otoczenie powinno towarzyszyć dziecku żeby zapewnić mu zdrowy rozwój.

Maria Montessori, Il bambino in famiglia (Dziecko w rodzinie)

 

(Otoczenie to temat rzeka, pisałam o nim kilkakrotnie, wpisy na ten temat możecie zobaczyć klikając w tag przygotowane otoczenie.)

 

 

• Nieprzerywanie pracy •

Pozostanę w temacie sałatki owocowej, dlatego że łączą się w niej wszystkie aspekty, o których chciałam dzisiaj wspomnieć. Kiedy widzę, że S. nad czymś pracuje (obojętnie czym: czy kroi owoce, przegląda książkę czy pisze), próbuję mu nie przerywać. Nie tylko w tym sensie, że nie wołam go do innych prac, ale również nie komentuję tego co robi, nie dopytuję dlaczego, nie daję rad jak może robić to lepiej itp. Koncentracja to święta rzecz. 😉 Kiedy S. wczoraj kroił te owoce, nie mówiłam mu, żeby usiadł sobie w innym miejscu, inaczej położył ten banan czy wziął większą deskę do krojenia.Na takie komentowanie, doradzanie czy przerywanie na prawdę próbuję uważać. Czasami wystarczy jedna dobra rada, która potrafi dziecko tak wybić z koncentracji, że do tej pracy już nie powróci. I szczerze mówiąc, poradził sobie świetnie nawet bez moich dobrych rad i pytań. Ten montessoriański szacunek dla pracy dziecka jest dla mnie fascynujący i czym dalej tym bardziej go rozumiem i doceniam.

 

Zbędna pomoc jest przeszkodą w rozwoju w stopniu proporcjonalnym do swojej bezużyteczności.

 

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

 

 

• Poprawianie błędów •

Zabierz sobie większą miskę, nie zmieści ci się. To jabłko ułóż sobie inaczej, bo ci się sturla. Przynieś sobie jeszcze jeden talerz na skórki. To są dokładnie zdania, których się wystrzegam. 😉 Tak, nie zmieściło by się, ale sam to zauważył i przyniósł sobie większą miskę (samodzielne rozwiązywanie problemów). Talerz na skórki też sobie później zabrał (samodzielne planowanie pracy). I jabłko się nie sturlało. 😉

 

 

Widzimy, że dziecko kroczy po drodze do osiągania coraz większej niezależności, chce ono działać, czyniąc wszystko w swój sposób: przenosząc rzeczy, rozbierając czy ubierając się, jedząc. Nie zaczyna ono czynić tych rzeczy z naszego polecenia, wręcz odwrotnie, dziecko czuje wewnętrzny pęd, swojego rodzaju życiowy impuls, który każe mu postępować w ten sposób. My, zabraniając mu wykonywać tego rodzaju czynności, nie przeciwstawiamy się dziecku, lecz naturze. Nie walczymy wtedy z wolą dziecka, ono tylko współpracuje z naturą i słucha jej poleceń, krok po kroku, najpierw w jednej rzeczy, później w kolejnych osiągając w ten sposób coraz większą niezależność od ludzi, którzy go otaczają aż do momentu, w którym będzie chciało osiągnąć również niezależność mentalną. Wtedy zacznie ono rozwijać swój umysł już nie za pomocą doświadczeń kogoś innego, lecz swoich własnych.

The Absorbent Mind (Chłonny umysł)

 

 

Moje montessoriańskie lektury bardzo zmieniły moje podejście do błędów i ich poprawiania. Poprawianie dziecka w trakcie pracy przerywa jego koncentrację, skupia się na rzeczach, które mu się nie udają oraz nie pozwala mu na samodzielną naprawę błędów (prędzej czy później przecież sam zobaczy, że ta sałatka mu się tam nie zmieści i sam pomyśli co dalej zamiast tego żebym ja, nadgorliwa, już wyprzedzająco mu o tym powiedziała). Co Montessori proponuje zamiast poprawiania błędów? Obserwację. Obserwację dziecka przy pracy, stwierdzanie co sprawia mu kłopoty i późniejsze proponowanie mu prac ćwiczących daną umiejętność wraz z prezentacją jak je poprawnie wykonywać. Praktycznie mówiąc wciąż na przykładzie naszej sławnej sałatki: zauważyłam, że S. miał trochę problem z krojeniem jabłka. Nie zwróciłam mu na to uwagi. Następnym razem, kiedy będzie miał ochotę na jabłko zaproponuje mu wspólne robienie sałatki pokazując mu jak się łatwiej kroi.

 

 

 

Małe dzieci wykonują powoli złożone czynności, które sprawiają im dużo przyjemności, jak na przykład ubieranie się, rozbieranie, sprzątanie, mycie się, nakrywanie do stołu, jedzenie itd. Są w tym wszystkim bardzo cierpliwe i kończą swoje prace, pokonując wszelkie trudności, które napotyka organizm w fazie rozwoju. My natomiast, kiedy widzimy, jak się „męczą” i „tracą czas” na wykonywanie określonej czynności, którą potrafilibyśmy wykonać w kilka chwil i bez żadnego wysiłku, zastępujemy dziecko i wykonujemy jego pracę.

Posiłkując się tym samym stwierdzeniem, że cel do osiągnięcia jest spełnieniem zewnętrznego aktu, ubieramy i myjemy dziecko, zabieramy mu z dłoni przedmioty, którymi tak bardzo kocha się bawić, wlewamy mu zupę do miseczki, wkładamy mu łyżkę do buzi i sprzątamy po posiłku. I po tych wszystkich czynnościach osądzamy je bardzo niesprawiedliwie, jak zawsze się to zdarza, gdy ktoś „zasypuje pomocą” drugą osobę, nawet jeśli pozornie ma mu to pomóc, jakby ta osoba nie była w pełnie zdolna albo nieudolna. Często jest przez nas uważane za niecierpliwe tylko dlatego, że to my nie potrafiliśmy znaleźć w sobie wystarczającej cierpliwości, by poczekać na to, aż ono wypełni zadanie według innego od naszego prawa czasu, i za despotyczne, a to właśnie dlatego, że to my używamy wobec niego naszego despotyzmu.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

 

 

Błędy są dobre i można do nich różnie podchodzić. Mnie urzekło właśnie takie montessoriańskie podejście wspierające samodzielność i niezależność, nie tłumiące radości z samodzielnie wykonywanej pracy ale szanujące proces uczenia się.

 


PS: Może zastanawiacie się nad tym, czy S. ma również dostęp do noży. Swobodny dostęp ma do noży z zestawu obiadowego, i z takim właśnie nożem poradził sobie również przy robieniu sałatki. Pracuje też z bardziej ostrymi nożami, zawsze pod nadzorem, są jednak ułożone poza jego zasięgiem.

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Bardzo fajny artykuł, dzięki!!!

    • Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *