PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Montessori w domu dla początkujących

8 stycznia 2016 | kategoria Dla najmłodszych (0-12 miesięcy), Inne różności, Przestrzenie, Życie praktyczne

Nawet nie wiem, kiedy dokładnie się to stało. Kiedy stałam się taką zwolenniczką i pasjonatką Montessori, kiedy zaczęłam czytać wszystkie blogi, książki, artykuły. Chyba było to wtedy, gdy zaczęłam widzieć, jak niesamowicie to u nas działa. Kiedy cała wiedza powoli wprowadzana w życie w naszym domu zaczęła przynosić rezultaty. Montessori stało się naszą codziennością, naszym stylem życia.

Często spotykam się ostatnio z pytaniem: o co chodzi z tym Montessori? Na czym ta metoda polega? Jak zacząć ją wprowadzać w domu? Są to dokładnie te same pytania, które ja sobie kiedyś zadawałam. Od tego momentu upłynęło dużo czasu, przeczytałam wiele książek, przeszukałam wiele blogów. Nasz dom w ciągu tego czasu też się bardzo zmienił, w każdym pokoju widać, że mieszka tu człowieczek mający wzrost poniżej metra. Mam nadzieję, że dzięki tym przeczytanym książkom i wiedzy w nich zawartej i wprowadzanej w życie będę w stanie przynajmniej częściowo odpowiedzieć na te pytania. Czyli… O co chodzi z tym Montessori? 🙂

Moje Montessori Montessori w domu dla początkujących

 

Montessori to głównie podejście do dziecka

Nie chodzi tylko o zabawki, pomoce czy materiały. Najważniejsze jest podejście do dziecka. Podejście indywidualne i pełne szacunku dla niego jako człowieka zdolnego do osiągania wielkich rzeczy. Jak powiedziała Maria Montessori: Czego pragniemy, one pragną. 

To wszystko, czego sobie życzymy, czyli żeby nie przerywano nam pracy, nie utrudniano wysiłków, żeby mieć przyjaciół gotowych nam pomóc, kiedy tego potrzebujemy, widzieć ich cieszących się razem z nami, być z nimi na równi, móc się im zwierzyć i im zaufać – tego potrzebujemy, żeby się dobrze czuć w czyimś towarzystwie. Dzieci tak samo są istotami ludzkimi, którym należy się szacunek. Swoją niewinnością i ogromnymi możliwościami, które na nie czekają w przyszłości, zasługują na niego nawet bardziej. Czego my pragniemy, one pragną. 

Maria Montessori, Dr. Montessori’s Own Handbook

Obserwacja i nieprzerywanie

Zabawa jest dla dziecka pracą. Nam się może wydawać ona bezsensowna i bez celu, dla dziecka jest ona w tym momencie tą najważniejszą rzeczą, dzięki której odkrywa nieznany do tej pory kawałeczek świata. Kiedy ją przerywamy, zaburzamy ten naturalny proces uczenia się, utrudniamy wysiłki i stajemy się przeszkodą spontanicznego rozwoju. Według Marii Montessori nauczyciel, wychowawca czy rodzic powinni być bacznymi obserwatorami rozwijającego się życia. Powinni szanować pracę oraz wysiłek i koncentrację, którą w nią dziecko wkłada. Pomagać w trudnościach lecz nie przerywać i nie ingerować, kiedy jest to niepotrzebne.

Moje Montessori Nieprzerywanie pracy

Rodzic czy wychowawca powinni też być bacznymi obserwatorami, którzy zwracają uwagę na fazy wrażliwe. Fazy wrażliwe to okresy szczególnego zainteresowania dziecka jakąś czynnością, którą w tych właśnie momentach jest w stanie opanować z największą łatwością. Wtedy otoczenie oraz materiały powinny być dostosowywane do niej dając wiele możliwości do ćwiczenia i doskonalenia się w niej. Podam przykład z życia: kiedy zauważyliśmy u S. narastającą fascynację otwieraniem i zamykaniem różnych rodzajów zamków, mąż wykonał dla niego tablicę manipulacyjną. Kiedy zaczął interesować się pracami w kuchni, powstał learning tower. Itp.

Dawać bodźce dziecku, pozostawiając je jednak wolnym w rozwoju – oto pierwszy obowiązek wychowawcy.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

Przygotowane otoczenie

Dawać bodźce. Ale jak? Przez przygotowane otoczenie pełne materiałów, pomocy dostosowanych do wieku, zainteresowań i pasji, które są zawsze w zasięgu ręki tak, żeby dziecko mogło samodzielnie z nich korzystać. Otoczenie zapraszające do pracy swoim pięknem i dostępnością. Bo trudno jest pozamiatać dużą miotłą, nalać wodę z ogromnego dzbanka czy sięgnąć po książkę na wysoką półkę. Naczynia przystosowane do małych rączek, niska półka z książkami czy wieszaczek na ubrania na wysokości dziecka od razu zapraszają je do wykonywania tych czynności samodzielnie. Więcej o przygotowanym otoczeniu w domu pisałam tutaj.

Moje Montessori Przygotowane otoczenie

Samodzielność

Metoda wychowawcza bazująca na wolności musi uwzględniać działania, aby pomóc dziecku je nabyć. … Nie można być wolnym, jeśli nie jest się samodzielnym.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

Wierzyć w możliwości dziecka oznacza też pomagać mu robić rzeczy samodzielnie zamiast robić je za nie. Wspierać je w jego drodze do niezależności zamiast obsługiwać je. U nas w praktyce wygląda to tak, że pomagam S. z rzeczami, z którymi sobie nie radzi, ale pozwalam mu na samodzielność przy tych rzeczach, które potrafi już robić. Nawet, jeśli trwa to dłużej (co zawsze trwa 🙂 ). Kiedy ma trudności z wykonywaniem jakiejś czynności, pomagam mu w takiej mierze, w jakiej tego potrzebuje, nie więcej. Sam nie da rady jeszcze zapiąć zamka, nie zapinam go jednak za niego, tylko pomagam mu połączyć jego dwie części, a kontynuuje już sam.

Zbędna pomoc jest przeszkodą w rozwoju w stopniu proporcjonalnym do swej bezużyteczności.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

Więcej na temat samodzielności pisałam tutaj.

Moje Montessori Samodzielność

Pomoce, materiały i zabawki

Jakie one powinny być? Rozwijające zmysły, koncentrację, pozwalające na samodzielną pracę i najlepiej z naturalnych materiałów. Powinny one też zachęcać dziecko do aktywności i nie robić niczego za nie. Ważne jest pobudzanie zmysłów: dotyku, węchu, smaku. Istotną częścią metody Montessori jest tzw. edukacja sensoryczna, pobudzanie wszystkich zmysłów dziecka i to najlepiej każdego pojedynczo, np. poprzez odgadywanie zapachu z zawiązanymi oczami. Dziecko powinno dzięki dostosowanym do niego pomocom w otoczeniu aktywnie badać świat wszystkimi swoimi zmysłami. Bo (i tutaj kolejny cytat Marii Montessori) czego nie ma najpierw w zmysłach, tego nie ma później w umyśle.

Moje Montessori Układanka motyle

 

Życie praktyczne

Tutaj zamiast teorii może opowiem trochę, jak to wygląda u nas. S. bardzo lubi uczestniczyć w przeróżnych czynnościach domowych i my jak najbardziej próbujemy mu to ułatwić i umożliwić. Ma swoje naczynia w kuchni z którymi może pomagać przygotowywać posiłki. Zawsze jest w zasięgu konewka i spryskiwacz do podlewania kwiatów. I odkąd mamy learning tower, wspólne gotowanie czy robienie pizzy stanowi istotną część naszego czasu spędzonego razem. Prace z działu życia praktycznego są nie tylko bardzo dobrymi ćwiczeniami motorycznymi i świetną zabawą, ale pokazują też dziecku, że jest wartościowym członkiem rodziny, który może swoją własną pracą dołożyć się do jej funkcjonowania.

Moje Montessori Życie praktyczne mop

Wolność wyboru

W ramach przygotowanego otoczenia dziecko ma w zasięgu różne czynności, które może wykonywać. Jednak wybór, kiedy i z czym chce pracować, powinien należeć do niego.

W otoczeniu, w którym bodźce zmysłowe są wystawione po to, by dziecko mogło je swobodnie wybierać, nauczyciel musi starać się odejść na drugi plan. Działalność dziecka jest motywowana przez jego wolę, a nie przez nauczyciela.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka

Zawsze gdy pojawi się u nas nowa zabawka, materiał czy pomoc, pokazuję ją S. i tłumaczę, do czego służy i pracujemy razem. Później trafia ona na niskie półki, do których S. ma zawsze dostęp. Jak ma ochotę do niej wrócić, może to zrobić samodzielnie i często się tak dzieje. Jak wszystkie jego materiały znajdują się w zasięgu jego wzroku, często po nie sięga z własnego wyboru. Tak samo jest z książkami. S. ma swoje książki ułożone na niskiej półce i kiedykolwiek ma ochotę, sięga po nie i zanosi je do łóżka, żeby samemu je pooglądać. Albo … w kuchni słyszę krzyki dochodzące z pokoju: Mamaaa, czytamy!! 🙂

Podejście Montessori i jego wprowadzanie w domu stało się stylem naszego życia. Stanowi ono nieodłączną część naszej codzienności, w której mamy przywilej z bliska obserwować cud rozwijającego się życia, które bada, odkrywa, zastanawia się, fascynuje, raduje i nigdy się nie nudzi. Cóż za inspiracja. 🙂

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Od jakiegoś czasu obserwuję Cię na facebook’u, jednak szczerze mówiąc nigdy nie wczytywałam się w posty na blogu. Teraz to się zmieniło i nadrabiam zaległości, czytam archiwum. Metoda Montessori, o której dawno usłyszałam, ale nie zgłębiłam szczegółów, zaczęła mnie bardzo interesować. Chciałabym przeczytać jakąś książkę, w której w przystępny sposób byłyby przedstawione podstawy tej metody i wskazówki dla początkujących. Możesz coś szczególnie polecić? `Od czego najlepiej zacząć? Moja córeczka ma niespełna 3 miesiące, mam więc nadzieję, że nie straciłam zbyt wiele czasu. Pozdrawiam serdecznie!

  2. Prowadzisz pięknego bloga! Wpadłam tu przez przypadek, ale już wiem, że zostanę na długo 😉 mój synek ma dopiero 11 mscy ale Montessori mnie interesuje już od pewnego czasu. Do tej pory nie znalazłam jednak miejsca, gdzie ta metoda byłaby opisana „od deski do deski”. Wszędzie tylko strzępki informacji, ogólne opisy. A tu łatwo i konkretnie 🙂

    • Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie! 🙂

  3. Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga czerpię z niego inspirację i siłę do bycia lepszą mamą. W sposób prosty i przystępny przedstawiasz metodę montessori. Dzięki temu wiem, że chcę wraz ze swoim synkiem pójść tą drogą. Żałuję tylko, że tyle przegapiłam. Antoś ma już 1,8 mies. Ciepło pozdrawiam

    • Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa! 🙂 I bardzo Cię rozumiem, my tak na poważnie zaczęłiśmy wprowadzać Montessori jak S. miał około roku. Ale duuużo więcej przed wami niż za wami. Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie! 🙂

  4. Ależ się cieszę, że wpadłam na Twojego bloga! Po pierwsze jest piękny! Po drugie bardzo interesujący i inspirujący! Po trzecie – o Montessori, która ostatnio chodzi mi po głowie częściej niż zwykle… Mam 3-letniego synka i 4,5 – letnią córeczkę i przyznam, że choć dawno już zafascynowałam się metodą Montessori, to jakoś nie wystarczyło mi zapału i energii na podążanie za nią… A jednocześnie sumienie mnie szturcha co rusz po ramieniu… może więc w końcu dzięki podejrzanym u Ciebie pomysłom i wskazówkom zacznę małymi krokami realizować ten projekt ?! Trzymaj kciuki :*

    • Też się cieszę, że wpadłaś! 😉 Tym bardziej, że odkryłam Twojego bloga. S. jest dwujęzyczny i języki obce i w szczególności kwestia dwu czy wielojęzyczności są dla mnie fascynującym tematem. W sprawie Montessori trzymam kciuki, i to bardzo! 😉 Dobrze to napisałaś, małymi kroczkami. U nas poznawanie i wprowadzanie Montessori podejścia w życie okazało się bardzo interesującą podróżą. Pozdrawiam serdecznie! 😉

  5. Witam,
    Wspaniały artykuł, moze w koncu uda nam sie jakoś ogarnąć wszystko i poukładać wg wskazówek. Mam jednak pytanie: czy poza pomocami i materiałami sensorycznymi dziecko nie ma zabawek? Moj syn uwielbia bawić sie samochodami, klockami itd. Czy w takim razie „normalne” zabawki należy zlikwidować ?

    • Witam serdecznie!
      Materiały sensoryczne tak trochę podkreśliłam dlatego, że są one bardzo ważną i charakterystyczną częścią Montessori. Nie znaczy to jednak, że dziecko nie ma innych zabawek. Nasz synuś też uwielbia klocki, trzeba podążać za dzieckiem. 😉 Przecież zabawa (czy jak Maria Montessori mówiła ‚praca’) z klockami czy samochodzikami to świetne ćwiczenie motoryki i koncentracji. Oprócz tego, można ich używać też w różnych innych celach niż swobodnej zabawy: sortowanie kolorów, rozpoznawanie kształtów itp. Dodam tylko, że najlepiej jakby samochodziki były realistyczne, tzn. nie mówiące i bez oczu. 😉 Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *