PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Linnea w ogrodzie Moneta

6 października 2017 | kategoria 3 - 4 lata, Książki

Jedną z rzeczy, które najbardziej urzekają mnie w metodzie Montessori to przywiązywanie dużej wagi do piękna w otoczeniu dziecka. Kształcenie zmysłów, estetyczne przestrzenie, obecność sztuki w różnych postaciach w otoczeniu dziecka – to wszytko ma za zadanie uwrażliwiać dziecko na sztukę i piękno. Myślę, że jest to jedna z bardzo charakterystycznych cech metody: jej typowe otoczenie, które dla niektórych wydaje się zimne, nudne, niedziecięce. Otoczenie, meble, ściany są tylko tłem dla innych bodźców. Dlatego jest ono tak neutralne, żeby pomoce, materiały czy dekoracje w postaci obrazów bardziej na nim się wyróżniały. Tego typu otoczenie kształtuje w dziecku wrażliwość na bodźce, nie jest ich za dużo i potrafi się ono nad nimi skoncentrować oraz ich dostrzegać. Kształtowanie wrażliwości dziecka na piękno Maria Montessori opisała tymi słowami:

 

Również kształcenie estetyczne i moralne jest połączone ściśle z kształceniem zmysłów. Mnożąc wrażenia i rozwijając zdolność wychwytywania minimalnych różnic pomiędzy bodźcami, doskonali się wrażliwość i zwiększa przyjemność. Piękno jest w harmonii, nie w sprzecznościach, a harmonia jest pokrewna z delikatnością zmysłową w jej percepcji. Harmonia estetyczna natury i sztuki ucieka przed tymi, którzy mają surowe, przymitywne zmysły. Świat jest dla nich ograniczony i szorstki. W otoczeniu istnieją niewyczerpane źródła przyjemnych doznać estetycznych, obok których ludzie przechodzą obojętnie, szukając radości we wrażeniach silnych i ostrych, ponieważ tylko takie są dla nich osiągalne. Bradzo często w prymitywnych przyjemnościach rodzi się zgubna praktyka: mocne bodźce nie doskonalą, lecz wyciszają zmysły, które w konsekwencji potrzebują coraz to silniejszych bodźców.

Maria Montessori, Odkrycie dziecka, s. 131



To ostatnie zdanie do mnie szczególnie przemawia, myśląc również o dorosłych ale głównie o dzieciach. Dlatego ważne jest pomagać dziecku być w kontakcie z przyrodą i też ze sztuką w różnych jej postaciach.



Stosunek dziecka i dorosłego do otoczenia różnią się. Dziecko chłonie swoje otoczenie: rzeczy, które widzi nie zostają tylko zapamiętane, stają się częścią jego duszy. Cały świat, który go otacza, wszystko to co w nim widzi czy słyszy, staje się jego częścią.

Maria Montessori, The Absorbent Mind, s. 56



I dlaczego ten długi wstęp? 🙂 Chciałabym dzisiaj pokazać wam (i również gorąco polecić!) książkę, która oprócz tego że jest przepiękna (ilustracje Leny Anderson zawsze uwielbiamy), pomaga dzieciom bardzo przystępnym sposobem przybliżyć świat sztuki – Linnea w ogrodzie Moneta autorstwa Christiny Björk i Leny Anderson z wydawnictwa Zakamarki.


Moje Montessori Linnea w ogrodzie Moneta 5


Nawet nie potrafię powiedzieć pod iloma względami zachwyciła mnie ta książka. I co najważniejsze, nie tylko mnie, jest to książka po którą S. bardzo często samodzielnie sięga i czytamy ją na jeden raz (ma 51 stron). Jak już sugeruje jej tytuł, jest to historia dziewczynki o imieniu Linnea, która u swojego sąsiada, starszego pana i byłego ogrodnika o imieniu Blomkvist, lubi przeglądać książkę o malarzu i miłośniku kwiatów Claudzie Monecie. Bardzo pragnie odwiedzić Paryż oraz dom malarza w Giwerny, żeby na własne oczy zobaczyć ten przepiękny ogród i lilie wodne, które Monet utrwalał na swoich obrazach. I teraz uwaga, będą spoilery, kto nie chce, proszę nie czytać dalej. 😉


Zaglądam do tej książki tak często, że czasami mam wrażenie, jakbym znała ich wszystkich – Moneta, Alice i ośmioro dzieci – i była już kiedyś w tym różowym domu. Tak przynajmniej sama przed sobą udaję. Najczęściej widzę siebie, jak stoję na japońskim mostku i patrzę na staw z liliami.

s. 8


Moje Montessori Linnea w ogrodzie Moneta 4


A ogród? Jak tam dojechać?

Najpierw trzeba pojechać do Paryża.

Ojej! To chyba daleko – zawołałam.

A na to Blomkvist: – Nie ma rzeczy n i e m o ż l i w y c h.

s. 8


Moje Montessori Linnea w ogrodzie Moneta 3


I tak zaczyna się ich prawdziwa podróż do Paryża po śladach Moneta. W tekście przeplatają się historia Linnei i Blomkvista z historią Paryża: można się dowiedzieć małe co nieco o Sekwanie, katedrze Notre Dame czy najstarszym drzewie w Paryżu. Nie za dużo informacji, w sam raz dla małego czytelnika. Wszytko jest opowiadane przez Linneę językiem oraz sposobem opowiadania dostosowanym do dzieci (ale je też się wciągnęłam!). Linnea odwiedza paryskie muzeum Marmottan, dowiaduje się, dlaczego Monet był nazywany impresjonistą i że wcale nie miał takie łatwe życie jakby mogło się wydawać. Pociągiem razem z Blomkvistem podróżują do Giwerny, żeby obejrzeć dom Moneta wraz z ogrodem i stawem z liliami, gdzie spełniło się marzenie Linnei stanąć na japońskim mostku.


Na koniec pozostała nam rzecz najprzyjemniejsza: zobaczyć staw z liliami. Aby tam dotzreć, musieliśmy przejść niemal przez cały ogród, aż do tunelu pod drogą.

Spójrz Blomkvist! – zawołałam. – Mostek japoński!

Kiedy wreszcie stanęliśmy na nim, poczułam się tak dziwnie, że aż łzy zakręciły mi się w oczach (Blomkvistowi też, widziałam to dobrze.)

No i co? A nie mówiłem, że nie ma rzeczy niemożliwych?

s. 26

 

Moje Montessori Linnea w ogrodzie Moneta 1

 

Moje Montessori Linnea w ogrodzie Moneta 2


Piękna historia, prawda? O dziewcynce, która kocha kwiaty (tak jak nasz S.!), o jej przyjaźni ze starszym sąsiadem (też ważny temat), o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych, o sztuce, Monecie i jego pięknym lecz ciężkim życiu. To wszystko dopełnione jest reprodukcjami jego obrazów, realnymi zdjęciami jego domu i ogrodu oraz wspaniałymi ilustracjami Leny Andersen.

Dla mnie jest to jedna z najpiękniejszych książek dziecięcych, z jakimi się spotkałam. Z serca wam ją polecam.


Teraz już prawie wszyscy wiedzą, że byłam w Ogrodzie Moneta i w Paryżu. Ale kiedy mnie pytają: – A jak podobała Ci się wieża Eiffla? – odpowiadam: – Właściwie to mieliśmy ważniejsze rzeczy do oglądania…

s. 51

 

 

Moje Montessori Linnea w ogrodzie Moneta

 

Moje Montessori Karty Monet



PS.: Karty widoczne na zdjęciach nie są częścią książki, przygotowałam je sama.

PS1: S. tak się zainspirował i wciągnął w temat, że skończyły nam się farbki w domu i musieliśmy uzupełnić zapasy. Uważajcie. 😉

Save

Save

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Dostałam tę książkę na mniej więcej 10 urodziny, czyli ze dwadzieścia lat temu. Nie dość ze piekna, to jeszcze, co niezwykłe, pięknie pachniała. Moze tez dlatego tak bardzo dobrze ją pamiętam. Szczęśliwie byłam w Paryżu kilka razy i za kazdym razem oglądałam cudowne dzieła Moneta, za kazdym razem wspominając Linnee:).
    Ale to nie koniec historii.
    Tydzien temu byłyśmy z córeczka moja półtoraroczną u moich rodziców i Linnea była „na wierzchu ” bo młodsza siostra czytala dzieciom starszej siostry. Oczywiście mojej Różyni bardzo sie spodobała, ale kiedy dzis znowu ich odwiedzilismy i Róża sama powiedziala „o! Linnea!” To się naprawdę wzruszylam!
    Piękna ksiazka, a Twoje karty cudowne!

    • Ale piękna historia! 💛 Wydaje mi się właśnie, że jest to bardzo wyjątkowa książka, taką którą się pamięta, S. już teraz bardzo ją polubił choć myślę, że jej czas dopiero przyjdzie. 😉 Pozdrawiam Cię serdecznie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *