PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

W lesie

23 października 2016 | kategoria 2,5 - 3 lata

Bardzo lubię spontaniczne wyjścia, wycieczki, wędkrówki, podróże. Często się zdarza, że człowiek długo planuje, zastanawia się, czeka na lepszą pogodę, więcej słońca, wyższą temperaturę, więcej czasu, mniej obowiązków i odkłada rzeczy, jak na przykład rodzinne spacery czy wspólnie spędzony czas z najbliższymi, które są tak naprawdę tymi najważniejszymi, na później czy na bliżej nieokreślony czas.

 

I wiecie co? Nie powinno tak być. Na co dzień podziwiam tę S. radość, zachwyt, który już tak pięknie potrafi wyrazić słowami (Mama zobacz jakie piękne są te drzewa. Ja chcę, żeby już na zawsze tak było!). Cieszenie się tymi najprostszymi i zarazem najważniejszymi rzeczami: byciem razem, wspólnym spacerem, śmiechem, słońcem i całym pięknem wokół.


Tylko poeci odczuwają fascynację wąskim strumyczkiem źródlanej wody wypływającej spośród skał, tak jak odczuwa to dziecko, które wyraża entuzjazm, śmieje się, chce zatrzymać się i dotknąć go dłonią, jakby chciało go pogłaskać. Chyba nikt oprócz świętego Franciszka nie potrafi zachwycać się skromnym robaczkiem lub zapachem tak, jak czynią to dzieci.

Maria Montessori – Odkrycie dziecka


Moje Montessori W lesie


Często łapię się  na tym, kiedy go przekonuję: Wiesz co S., nie, teraz nie idziemy na spacer. Pada. / Jest zimno. / Jest brzydko. / Później pójdziemy itp. I tracę na tym, bo kiedy już wyjdziemy z domu, nawet w tę najbrzydszą pogodę, w deszczu, we mgle, S. jest tym zawsze zasafcynowany, radosny, dociekliwy. I nie taki maruda jak ja. 😉 Obiecałam sobię, że będę z niego brała przykład. I dzisiaj zupełnie spontanicznie z moim kończączym się przeziębieniem, wybraliśmy się do lasu. Do lasu, który mamy tak naprawdę na wyciągnięcie ręki, ale korzystamy z tego zdecydowanie za rzadko. (Bo pada. Bo jest mokro. Bo nie mam teraz czasu. Znacie to?). I było wspaniale.


Moje Montessori W lesie 5


W samotności, tylko my w trójce w poszukiwaniu grzybów, nazywając drzewa, zbierając gałązki i kolorowe liście. Niby nic takiego a tak naprawdę to najważniejsze.


Moje Montessori W lesie 4


Czasami mam takie uczucie, że muszę robić wszystko lepiej, szybciej, żeby nadążyć za S. zainteresowaniami, rozwijać je. Popadam w takie błędne koło przygotowań, poszukiwań, zastanawiania się nad pomocami i materiałami. Muszę sama sobie jednak czasem przypominać, że to co naprawdę jest najważniejsze to: wspólnie spędzony czas, rozmowy i nieskrępowane samodzielne odkrywanie. Zawsze muszę pamiętać o tym, że to nie ja wybieram ścieżkę i ustalam tempo. Dlatego, że to nie jest moja droga.

Prawdziwy przewodnik na drodze życia nie popycha ani nie ciągnie, satysfakcję czerpie z tego, że może zagwarantować wybór właściwej ścieżki rozwoju temu cennemu podróżnikowi, jakim jest dziecko.

Maria Montessori

Tego wam i sobię życzę: żeby najważniejsze rzeczy zawsze pozostały najważniejszymi. I czasami tym najważniejszym może być wspólny spacer w deszczu.

Save

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *