PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Trzylatek

18 stycznia 2017 | kategoria 3 - 4 lata

S. niedawno skończył 3 latka. Jest to taki przełomowy wiek (choć mnie się wydaje, że najwięcej zmian miało miejsce u nas w okresie około 2,5 roku) i przychodzą mi do głowy różne przemyślenia o tym, jak ten nasz czas upłynął: jak nam się do tej pory udawało wprowadzać metodę Montessori w domu i jaki nasz trzylatek (w rzeczach typu samodzielność, zainteresowania czy język) właściwie jest. Dzisiaj zrobię może takie moje małe posumowanie/przemyślenie w tym temacie.


Moje Montessori Trzylatek 3


Na początek kilka cytatów Marii Montessori o trzylatkach, szczególnie o tych wychowywanych zgodnie z jej pedagogiką:

 

Trzylatek edukowany zgodnie z pedagogiką Montessori staje się władcą swoich rąk i z radością podejmuje się wykonywania różnych ludzkich zajęć. Te czynności pomagają mu rozwinąć siłę koncentracji.

 

Maria Montessori, Wykłady z San Remo (San Remo Lectures, s. 27)

 

W wieku trzech lat życie jakby zaczynało się od nowa: teraz świadomość objawia się w pełni swojej mocy. Pomiędzy tymi dwoma etapami: czasem nieświadomości, po którym następuje etap świadomości, istnieje bardzo widoczna granica.

Maria Montessori, Chłonny umysł (The Absorbent Mind, s. 151)

 

W wieku od trzech do sześciu lat dziecko, potrafiące już działać w swoim otoczeniu celowo i świadomie, rozpoczyna etap prawdziwego budowania.

Maria Montessori, Chłonny umysł (The Absorbent Mind, s. 152)

 

 

Moje Montessori Trzylatek 2

 

Zgłębiać metodę Montessori i wprowadzać ją w naszym domu zaczęliśmy tak naprawdę, gdy S. miał rok. Od tamtej pory ogromnie wiele rzeczy się zmieniło: nasze podchodzenie do jego samodzielności, przygotowanie otoczenia, sposób radzenia sobie z emocjami. Przeszliśmy wszyscy długą drogę. Z małego człowieczka, który dopiero uczył się chodzić, stał się samodzielny, mający własne zdanie, ciekawy świata człowiek którego pytania mnie na co dzień coraz bardziej zadziwiają (niektóre bardzo poważne, niektóre są tak trochę hmm… humorystyczne: Czy konik morski pije wodę? 😉 ) Czyli jaki ten nasz trzylatek jest? Nie będę się tutaj wgłębiać w jego cechy czy moje odczucia, chodzi mi bardziej o takie małe podsumowanie różnych aspektów tak trochę związanych z metodą Montessori: jego samodzielności i życia praktycznego, języka oraz zainteresowań.



• Samodzielność i życie praktyczne

Myślę, że są to rzeczy nad którymi S. dotychczas (czyli w przedziale wiekowym powiedzmy 1 – 3 lata) najbardziej pracował: przygotowywanie jedzenia, prace w kuchni, prace ogrodowe, uczenie się samodzielnego ubierania, mycia czy pożegnanie z pieluchami. Muszę powiedzieć, że we wszystkich wyżej wymienionych aspektach S. jest bardzo samodzielny. Nie lubi, kiedy ktoś próbuje mu pomóc np. z ubieraniem (z wyjątkiem małych guzików czy zakładania grubej kurtki czyli tymi czynnościami z którymi ma jeszcze problem). Chętnie przygotowuje sobie sam przekąski: kroi jabłko, obiera mandarynkę czy wyjmuje jogurt z lodówki. W tych czynnościach bardzo mu pomaga odpowiednio przygotowane otoczenie: jogurty ułożone na najniższej półce w lodówce, żeby do nich bez problemu dosięgnął, jego półka z naczyniami i sztućcami w kuchni ( o naszej kuchni więcej pisałam tutaj) czy też learning tower. Żeby nie było za bardzo różowo, walczymy trochę z samodzielnym jedzeniem. Ciekawe jest to, że S. bardzo chętnie pokroi np. ogórki do sałatki, ale jak przychodzi pora jej zjedzenia, uparcie chowa ręce pod stół oznajmiając, że mu się za bardzo nie chce jeść samemu. Trochę go przekonując i bardziej go zachęcając stopniowo z tym walczymy (i coraz lepiej nam idzie). :)


Moje Montessori Trzylatek1


Jeśli chodzi o sprawy związane z łazienką, S. najchętniej sam się myje i też wyciera (pod nadzorem oczywiście). W sprawach nocnikowo – toaletowych jest na tyle samodzielny, że za bardzo na nie nawet nie zwracam uwagi, chyba że mnie zawoła.

S. lubi uczestniczyć również w różnych czynnościach domowych, jego ulubioną czynnością jest np. wkładanie do i wykładanie rzeczy ze zmywarki czy podlewanie kwiatów. Kwiatki naprawdę uwielbia i właśnie w jego pokoju jest ich w naszym domu najwięcej (i oczywiście ułożonych tak, żeby do nich sam bez problemu dosięgnął).

 

 

•Język

S. jest wychowywany dwujęzycznie. Moim językiem ojczystym jest słowacki i właśnie wyłącznie w tym języku z S. rozmawiam. Mieszkamy w Polsce, czyli językiem jego otoczenia i tym samym jego zdecydowanie mocniejszym językiem jest język polski. S. zaczął mówić zdaniami, gdy miał około 2 lat, a kiedy miał 2,5 konstruował już skomplikowane i długie wypowiedzi, znał na pamięć różne piosenki czy wierszyki (głównie po polsku ale nie tylko). Teraz w wieku 3 lat jak to się mówi buzia mu się nie zamyka. 😉

Języki mu się już praktycznie nie mieszają i doskonale rozumie z kim ma w jakim języku rozmawiać. Wie również, że ja też rozumiem po polsku i za bardzo mu się nie chce wysilać i rozmawiać ze mną po słowacku (długa droga przed nami… ). Jednak jak jesteśmy w mojej rodzimej Bratysławie próbuje (i coraz lepiej mu się to udaje) rozmawiać po słowacku. Kiedy podczas powrotu z naszej ostatniej wizyty w Bratysławie przekraczaliśmy granicę, S. bardzo się ucieszył i stwierdził, że tutaj będzie rozmawiał więcej, dlatego że po polsku zna bardzo dużo słów a po słowacku mało (Mama, ja wszystko rozumiem tylko mało mówię.). Cóż, trudno się dziwić, dlatego że jedyny kontakt z językiem słowackim na co dzień stanowię dla niego ja sama. Ale nie poddam się tak łatwo, będę walczyć, na przykład zapasami książek po słowacku.

(Tak nawiasem mówiąc, jeśli interesuje was temat dwujęzyczności (czy wielojęzyczności), na Facebooku istnieją różne dosyć prężnie działające grupy w tym temacie, gdzie można dużo się dowiedzieć i podyskutować z osobami mającymi podobną sytuację, polecam wam zajrzeć np. na grupy Dwujęzyczność dziecięca, Raising Bilingual/Multilingual Children czy Raising Montessori Multilingual Kids.)


Moje Montessori Książki po słowacku


W ostatnim czasie zaczął się też bardzo interesować innymi językami, np. angielskim czy włoskim (dlatego że czasami słyszy jak używamy tych języków właśnie). Coraz częściej zdarzają się pytania typu Jak to się mówi po angielsku / włosku? Mamo, a ty jakie znasz języki?.  Bardzo bym chciała to jego żywe zainteresowanie w jakiś sposób wykorzystać.

Jeśli chodzi o edukację językową czyli o wprowadzanie np. szorstkich liter, ruchomego alfabetu czy późniejszej nauce czytania, po konsultacji z osobami bardziej wykształconymi i obeznanymi w temacie stwierdziłam, że wszystko będzie odbywać się po polsku (czyli w S. mocniejszym języku). Na razie bawimy się w gry dźwiękowe i zaczynamy poznawać litery (S. już podejmuje nawet małe próby układania z nich krótkich wyrazów: Mama zobacz, ułożyłem „ul”!).


• Zainteresowania

Do wieku mniej więcej 2,5 roku S. był najbardziej zainteresowany ćwiczeniami życia praktycznego: pracami w kuchni czy ogrodzie. Wydaję mi się, że właśnie ten wiek 2,5 roku był u S. trochę przełomowy. Zaczęły się wtedy pojawiać pytania o różne rzeczy związane z otaczającym go światem (Co jest nad niebem? Jak się robi wiatr? Jak to się dzieje, że z ziarenka wyrasta drzewo? Dlaczego ludzie mówią w różnych językach?). Ogólne zdecydowanie największym zainteresowaniem cieszy się przyroda, rośliny, zwierzęta, kosmos oraz geografia. Praktycznie codziennie S. wykonuje czynności jakimś sposobem związane z roślinami (podlewa, nożyczkami odcina suche liście czy nawet coś sieje). Zaczęła się u niego też faza „Mama, ja chcę mieć zwierzątko.” . Kiedy byłam mała pragnęłam mieć psa. A S.? Marzą mu się pszczoły albo kury. Na razie średnio to widzę. 😛 (Najbardziej lubianą lekturą są u nas teraz Pszczoły Piotra Sochy i bohaterem tygodnia jest pan Piotr z tego kanału na youtube, na którym podziwiamy miodobranie czy pielęgnację uli.)

Podążając za zainteresowaniami S. tematem numer jeden jest u nas oczywiście przyroda i właśnie z tego obszaru przygotowuję najwięcej materiałów. Oprócz tego popularnością cieszą się również różne lektury, na topie u S. jest np. seria o Albercie czy Billym czy też różne książki o przyrodzie i zwierzętach.


Moje Montessori Trzylatek


U S. zaczęła się również faza zainteresowania liczeniem (na razie do 20) czy też literkami. W tych obszarach również będziemy działać.

Czuję, że zaczyna się u nas już inny etap. Ciekawość świata, chłonięcie wiedzy, nieskończone zadawanie pytań. Będzie wesoło. 😉

Save

Save

Save

Zapisz

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Dziękuję Ci za miłe słowa! :)

    Na początek Ci muszę powiedzieć, że jak S. miał 18 miesięcy nie lepił z masy i nie nawlekał korali. 😉 Internet ma niestety też taki dziwny (jak dla mnie) efekt, że człowiek wszystko co przez ekran widzi u innych wydaje mu się lepsze, bardziej interesujące. Ja też tak mam. (Uwaga, teraz rzucę frazes, ale jakże prawdziwy! 😉 ) Każde dziecko jest inne i swoje umiejętności wykształca i ćwiczy w odpowiednim dla siebie czasie. S. nigdy nie należał do wyjątkowo ruchliwych dzieci, zawsze go bardziej interesowały różne inne czynności niż bieganie czy wspinanie się. Ma bardziej umiejętności werbalne niż ruchowe i od zawsze tak było.

    Jeśli chodzi o mowę myślę, że człowiek (i zwłaszcza mamy) czasami za szybko zaczyna się martwić. Dzieci w większości skupiają się na ćwiczeniu pojedynczych umiejętności, jeśli teraz tą umiejętnością jest sprawność ruchowa, to język nie jest teraz priorytetem i jeszcze dopiero przyjdzie na niego czas.

    Piszesz, że klocki i sortery nie są za bardzo interesujące (u nas też nie były, sorter był chyba najbardziej pomijaną zabawką :) ). U nas w tym okresie „rządziło” życie praktyczne. Po prostu, jak powiedziała Maria Montessori: „Podążaj za dzieckiem.”. Czasami jest frustrujące kiedy człowiek próbuje przygotowywać różne pomoce czy starannie wybiera zabawki, które później i tak idą w kąt. Dzieci najlepiej wiedzą, czego potrzebują i nam to też pokazują. U was jest to teraz może ćwiczenie motoryki dużej. :)

    Jeśli chodzi o te zwierzątka, to zanim nadejdzie wiosna i będzie dało się zobaczyć coś „na żywo”, może pomocne by były książki w tej tematyce. U nas się największym powodzeniem cieszył „Rok w lesie”. Słyszłam też o ciekawej serii książek o domkach zwierząt i jest tam też wiewiórka: http://www.practest.com.pl/domki-zwierzat-wiewiorka-i-jej-dziupla . Może by się córeczke też spodobało coś takiego: http://mojemontessori.com/zwierzeta-i-ich-domy/ ?

    Pozdrawiam ciepło Ciebię i również córeczkę! :)

    • Wiem, wiem, że masz racje. Ta frustracja rodziców jest najgorsza, walczę z tym 😉 Rzeczywiście K. też lubi prace z życia codziennego, postanowiłam dawać jej teraz większą możliwość uczestniczenia w nich oraz zezwalam na wchodzenie na wszystko (tylko czuwam i asekuruje, żeby nie spadła).
      Tak, Rok w lesie u nas rządzi i czereśniowa (póki co mamy zimę) panuję każdą następną pokazywać na początek danej pory roku. Dziękuję za pomysły. Chyba zaopatrzę się w zapałki 😉

      P.s. Przepraszam za powielenie komentarza, ale nie pokazywał mi się jako dodany.

      Pozdrawiam Was :)

      • Ja też walczę. 😉 Komentarzem się nie przejmjuj, zaraz go usunę. Też pozdrawiamy serdecznie!

  2. Fajnie, że wracasz po przerwie. Przyjemnie się Ciebie czyta.
    Niestety moja mała ma 18 miesięcy I nie chce mowic :/ wcześniej mówiła więcej niż teraz, ubolewam nad tym bardzo. Nie wiem co z tym dalej robić.
    Ciągle biega, chowa się I wspina na wszystko. Raczej nie chce usiąść zająć się czymś na dłużej. Zrobiłam jej słoiki do segregacji kolorów. Zrobiła to dwa razy bezbłędnie i więcej nie chce. To samo jest z innymi pomocami. Uwielbia natomiast nakładać i zdejmować z ręki gumki recepturki, układa tez układanki czuczu kolo, kwadrat, trójkąt, ale jak ja ją zachece. Sama z siebie nie bardzo. Nie interesują jej zabawki, klocki itp. Oglądamy dużo książeczek i zauważyłam, że w każdej zwraca uwagę na biedronki, koty i wiewiórki. Masz pomysł co z tym zrobić?

    Czytam Ciebie, czasem też inne blogi i nie mogę wyjść z podziwu jak niektóre mamy z dziećmi 16 miesięcy robią kosmos albo proces rozwoju zwierząt czy roślin. Jak te dzieci Wasze są zdolne do siedzenia spokojnie? 😉

    Pozdrawiam serdecznie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *