PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

O jedzeniu, zachowaniu się przy stole i życiu praktycznym

7 marca 2017 | kategoria 18 - 24 miesiące, 2 - 2,5 roku, 2,5 - 3 lata, Przestrzenie, Życie praktyczne

Dzisiaj mnie naszła taka mała refleksja. S. ma coś ponad trzy latka, wiele się zmienia i czasami lubię troszkę powspominać, jak to u nas wyglądało kiedyś i jak rzeczy, które kiedyś robił mają wpływ na to, jak sobie radzi dzisiaj. Na przykład w temacie jedzenia, zachowania się przy stole i ogólnie życia praktycznego. Często dostaje pytania typu jakie zabawki/ pomoce/ zabawy dla dziecka w wieku 1/ 1.5 / 2 lata? Moja odpowiedź jest zawsze niezmienna: życie praktyczne! Zmywać, zamiatać, przelewać, kroić. 😉


Kiedyś odpowiadałam bardziej powiedzmy „książkowo”, odpowiadałam według tego, co przeczytałam w książkach. Ale teraz, kiedy zakończył się u nas ten najważniejszy okres 0 – 3 lata widzę, jaki ogromny sens mają tzw. ćwiczenia życia praktycznego. Myślę, że wielkie znaczenie mają głównie w dwóch obszarach:

pomagają dziecku w dążeniu do samodzielności – podstawowe rzeczy typu: samemu sobie przygotować jedzenie i zjeść, ubrać się czy wymyć rączki mają dla dziecka ogromne znaczenie

ćwiczą motorykę – dużą i małą


Teraz, kiedy S. ma niewiele ponad trzy lata, widzę przed sobą samodzielnego człowieka, dla którego wykonywanie codziennych czynności takich jak ubieranie się, nalanie sobie wody czy nawet wymycie naczyń nie stanowi problemu. Kiedy widzę te pracujące małe rączki ostrożnie nalewające wodę do małej szklanki czy składające pranie, bardziej już rozumiem, co Maria Montessori miała na myśli pisząc:


Kto jest obsługiwany, a nie wspomagany, jest w pewien sposób ograniczony w swojej niezależności. Dla godności ludzkiej pojęcie to jest fundamentalne: Nie chcę być obsługiwany, ponieważ nie jestem bezradny, ale musimy sobie pomagać, ponieważ jesteśmy istotami społecznymi – oto co należy zrozumieć, by móc poczuć się naprawdę wolnym.


Zauważyłam, jak u nas było (i oczywiście wciąż jest) ważne pozwolić robić błędy i nie wtrącać się w wykonywanie czynności. Ciągłe wtrącanie się, poprawianie, pokazywanie błwędów czy naprawianie ich za dziecko potrafi je bardzo skutecznie zniechęcić. U nas tak było. Jest to tak trochę walka też z samym sobą, żeby nie biec od razu wycierać wodę, która się wylała czy smugę co została na lustrze po tym jak S. je czyścił. Wydaje mi się, że właśnie to pozwolenie na samodzielność, niezależność, akceptacja tego, że dziecko oczywiście nie robi wszystkiego idealnie i pozwolenie mu na robienie błędów jest kluczowe. Nie będę mówić wam nawet jak ciężko idzie to mnie, która jestem tak trochę perfekcjonistką i lubię mieć rzeczy robione w określony sposób. 😉 Ale idzie mi coraz lepiej. Nauczyłam się nie poprawiać S. kiedy włoży czapkę odwrotnie, kiedy coś rozleje czy wysypie. Nauczyłam się nie biec za nim od razu, kiedy chce coś zjeść czy się napić (zresztą, obecnie jest u nas faza „Mama, tylko nie idź za mną!:) ), dlatego że z wieloma rzeczami sobie poradzi już sam i są w jego zasięgu.

Montessori kuchnia


W tym wszystkim kluczowe znaczenie ma również przygotowane otoczenie, które dziecku na tę samodzielność pozwala i ją wspiera. O przygotowanym otoczeniu które wspiera samodzielność pisałam już kilka razy i nie chcę się powtarzać (to jest mój ulubiony temat, mogłabym o nim pisać i pisać 😉 ). Ale ważną cechą przygotowanego otoczenia jest również zawarta w nim kontrola błędów. Trochę dziwnie to brzmi, o co chodzi? Zacznę może cytatem:

 

Wszystko w otoczeniu dziecka jest tak przygotowane, że kontrola błędów przychodzi z łatwością. Wszystkie przedmioty – począwszy od mebli, a skończywszy na materiałach rozwojowych – pozwalają zdemaskować błąd, a ich ostrzegawczy głos nie może ujść naszej uwagi.

Jasne kolory i połysk uwidaczniają plamy, a meble są na tyle lekkie, że zdradzają niedoskonałość i niezdarność poruszeń, upadając i przewracając się albo wywołując hałas, kiedy szura się nimi po podłodze. W ten sposób otoczenie staje się surowym wychowawcą i zawsze czujnym strażnikiem. Dziecko odczuwa jego ostrzeżenia tak, jakby stało wobec niego zupełnie samo – oko w oko z bezosobowym nauczycielem.

 

 

Szklanka, która gdy spadnie rozbije się, prawdziwe naczynia, lekkie meble, po prostu prawdziwe otoczenie, w którym dziecko uczy się poruszać i ponosić konsekwencje swoich działań. Lekkie (lecz oczywiście stabilne) krzesełko, które łatwo się przewróci uczy delikatnego obchodzenia się nim i ćwiczy koordynację ruchów. To samo ze szklaną szklanką, porcelanową miską czy wazonikiem z kwiatkami.

U nas najbardziej widocznymi efektami tego typu otoczenia jest S. zachowywanie się w kuchni i przy stole. S. nigdy nie miał butelki, specjalnych kubków niekapków czy nietłukących się misek. Od zawsze pije ze szklanki i jada z prawdziwego talerza. Na początku było oczywiście trzeba bardzo uważać, ale z czasem było coraz lepiej. W konsekwencji tego teraz jako trzylatek jest bardzo ostrożny przy szklanych i porcelanowych rzeczach, widzę jego opanowane ruchy, koncentrację żeby nic się nie wylało i nie stłukło. Nie martwię się kiedy jesteśmy w restauracji czy w gościach, żeby czegoś nie rozbił. W tym widzę wielką zasługę przygotowanego otoczenia i pozwolenia mu na korzystanie z „prawdziwych rzeczy”. Zaufać dziecku, że sobie poradzi, że się nauczy.

Danchair

Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję w temacie zaufania dziecku. Ostatnio wgłębiam się w różne lektury i znalazłam ciekawy artykuł na temat korzystania z noża w metodzie Montessori. W pierwszym wydaniu książki Il Metodo Montessori (czyli Metoda Montessori, której wydanie piąte znane jest po polsku jako Odkrycie dziecka) Maria Montessori napisała: „Dzieci należy nauczyć jeść samodzielnie i korzystać ze sztućców (dla najmłodszych będzie to tylko łyżka, dla starszych też widelec ale nigdy nie nożyk.)„. Kolejne wydanie (z 1913 r.) zostało zmienione i wyżej wymieniony fragment brzmiał: „Dla najmłodszych będzie to tylko łyżka, dla starszych też widelec i później również nożyk.„. W innym tekście Marii Montessori wydanym później (w 1921 r.) można już znaleźć fragment: „Talerze zawsze są porcelanowe, szklanki i butelki szklane. Przy nakrywaniu stołu zawsze obecny jest również nożyk.„. Ciekawe, prawda? :) (Źródło tych informacji tutaj.)


W temacie jedzenia bardzo ważne jest też odpowiednie przygotowanie otoczenia: żeby było ładnie i przyjemnie. Żeby jedzenie nie stało się dla dziecka obowiązkiem, ale wydarzeniem. Bardzo lubię słowa Marii Montessori „Czego my pragniemy, one pragną.„. I kto z nas lubi jeść w samotności, być odsuniętym od innych, nie móc być przy stole z innymi? S. też nie jest jeszcze mistrzem samodzielnego jedzenia. 😉 Czy zdarza się, że coś wyleje? Bardzo rzadko. Wysypie? Czasami. Ubrudzi? Prawie zawsze. 😉 Ale w zasięgu ma serwetkę, którą może wszystko wytrzeć i dla mnie jest to kolejny moment uświadomienia sobie, żeby się za bardzo nie wtrącać i pozwolić mu robić błędy (są przecież niezamierzone, kiedy mu je wytykam jest podwójnie przegrany: uświadamia sobie ile rzeczy jeszcze nie potrafi zrobić i ja mu je jeszcze wyrzucam). Wspólnie spędzone momenty przy posiłku są jednymi z najważniejszych w życiu rodziny. Myślę, że kiedy tworzymy je wspólnie od wczesnego dzieciństwa, nie tylko przekazują dziecku dobre maniery, ale tworzymy piękną rodzinną tradycję. I jakoś mi się to wszystko – wspieranie samodzielności, przygotowanie otoczenia, zaufanie dziecku i akceptacja jego błędów –  składa w całość.

 

Save

Save

Zapisz

Zapisz

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Hej, bardzo zainspirowałaś mnie co do metody Montessori, czytam Twojego bloga od niedawna i dał mi kopa do działania :) Wprowadzam metody Marii i u siebie, sukcesywnie, żałuję tylko że tak późno 😉 (mój syn skończył już rok) Zastanawiałam się trochę ogólnie nad tą całą zastawą stołową i przede wszystkim – nożykiem 😉 Podążanie za dzieckiem – pierwsza myśl. Chociaż później zaświtało mi, czy nie ma to też związku z tym, że Maria zaczynała(?jeśli się nie mylę) pracę z dziećmi niepełnosprawnymi umysłowo, a (nie)używanie noża ma w tym wypadku duże znaczenie. Może to miało też wpływ na, raczej znaczącą, zmianę dotyczącą używania noża przez dzieci. Metodę Montessori przecież stosuje się raczej szerzej przy pracy z dziećmi zdrowymi. Ot takie moje przemyślenia 😉
    Pozdrawiam :)

    • Tak, masz rację, że Maria Montessori na początku pracowała z dziećmi niepełnosprawnymi umysłowo. Jednak pierwsze wydanie książki. o której wspominam w sprawie używania noża, jest z roku 1909, czyli dwa lata po otwarciu przez Marię Montessori pierwszego Domu Dziecięcego w Rzymie (w 1907 r.). W nim zajmowała się już dziećmi zdrowymi. :)

      My też tak na poważnie zaczęliśmy wprowadzać Montessori jak synuś miał roczek. 😉

      Pozdrawiam serdecznie! :)

  2. Witaj
    No właśnie, jak to jest z tym nożem? U nas M. używa noża, tak zwanego „obiadowego”. Pod moim okiem. Przy posiłkach i do krojenia, na przykład warzyw na sałatkę. Radzi sobie średnio, ale jednak. Jak dotąd obyło się bez skaleczeń. Cieszy mnie to. Jednak z drugiej strony, dziś publikowałam zdjęcie na Instagramie i przeszło mi przez myśl „czy nie będzie linczu, jaka wyrodna matka”… Jak jest u Was?

    • U nas nożyk jest, też tzw. „obiadowy”. :) Muszę powiedzieć, że S. sobie z nim już dobrze radzi. Jest też dosyć ostrożny, chociać oczywiście zawsze jestem w pobliżu. Myślę, że tutaj (z resztą tak samo jak w innych sytuacjach) najlepszym rozwiązaniem jest złoty środek: duża doza zaufania dziecku ale oczywiście z bezpieczeństwem na pierwszym miejscu. Każde dziecko jest inne i to rodzice znają go najlepiej i potrafią ocenić, która sytuacja (czynność czy narzędzie) jest dla ich dziecka bezpieczna i która już nie. I cóż, Instagram czy inne sieci społecznościowe też trzeba brać z pewnym dystansem. 😉 Pozdrawiam serdecznie! :)

      • Sedno tego co przekazywała Maria, obserwacja i podążanie za dzieckiem 😊 Także pozdrawiam 😊

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *