PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Nasza dwujęzyczna codzienność

14 listopada 2015 | kategoria Inne różności

Jesteśmy dwujęzyczną rodziną. I wychowujemy dwujęzycznego człowieczka. S. za chwilkę kończy 2 latka co oznacza, że jesteśmy dopiero na początku drogi. Ale pierwsze sukcesy już są.

Moje Montessori Nasza dwujęzyczna codzienność

Jestem wielką miłośniczką języków obcych. Już idąc do liceum wybrałam szkołę bilingwalną, co oznacza, że odkąd skończyłam 14 lat, byłam w wielojęzycznym świecie na co dzień. Mając męża z innym niż mój językiem ojczystym wiedziałam, że nasze dzieci będą dwujęzyczne. Ale jak wygląda to u nas w życiu codziennym?

Będąc w ciąży dokształcałam się w temacie wychowania dwujęzycznego. A nawet wielojęzycznego, rozważałam też możliwość wprowadzenia od razu trzeciego języka. Wiązałoby się to z dużym wysiłkiem przede wszystkim z naszej strony (jako rodziców), musielibyśmy S. zapewnić wystarczający kontakt ze wszystkimi językami i to w formie bezpośredniej, nie przez słuchanie czy oglądanie bajek (czego w nawiasie mówiąc w ogóle nie robimy). Dowiedziałam się, że aby dziecko doskonale opanowało dany język, musi on stanowić przynajmniej 25% jego codziennego inputu. Ale inputu od żywej osoby, nie z telewizji, radia czy komputera. Jak pokazują badania, telewizja nie ma takiego efektu na rozwój słownictwa, jak się często uważa. Tym bardziej jeśli chodzi o dzieci poniżej drugiego roku życia.

Badania dowodzą, że dzieci przyswajają język za pomocy telewizji w bardzo małym stopniu, jeśli w ogóle, w porównaniu z przyswajaniem go przez żywą interakcję z innym człowiekiem. Daniel Anderson, psycholog z Uniwersytetu w Massachusetts, jest liderem badań nad wpływem telewizji na naukę już od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Utrzymuje on, że przyswajając wiedzę z telewizji, jej ilość jest istotnie mniejsza od tej przyswajanej za pomocą innej osoby. Dla małych dzieci (poniżej drugiego roku życia) telewizja nie okazuje się pomocna w rozszerzaniu słownictwa. W jakimś stopniu zaobserwowano pozytywne oddziaływanie w grupie dzieci starszych. … Nie ma też dowodów na to, że telewizja ma jakikolwiek wpływ na naukę fonetyki czy składni.

Barbara Zurer Pearson, Raising a Bilingual Child (Wychowanie dziecka dwujęzycznego), strona 71 (tłumaczenie w moim wykonaniu)

Osobną kwestią jest też fakt, że nawet poziom języka C2 nie oznacza, że człowiek nie popełnia jakichś wyuczonych błędów lub że ma nieskazitelny akcent. Ucząc dziecko od małego języka, którym teraz władam biegle, ale który jednak nie jest moim językiem ojczystym, istnieje duże ryzyko przekazania moich własnych błędów i ‚nieojczystego’ akcentu. Po rozważeniu tego wszystkiego zdecydowaliśmy, że nie będziemy w to brnąć, ale poczekamy aż S. będzie przynajmniej trochę starszy.

Nasa sytuacja językowa jest chyba najłatwiejszą z możliwych: 2 języki (polski i słowacki) które są naszymi ojczystymi oraz jeden z nich jest też językiem otoczenia. Stosujemy metodę OPOL (one parent one language – jeden rodzic jeden język) co oznacza, że każdy z nas rozmawia z S. w swoim języku ojczystym. Bez względu na sytuację, nawet gdy jesteśmy w otoczeniu dwudziestu polskojęzycznych osób S. powiem dobrú chuť, nie smacznego. Trzymamy się tej zasady naprawdę na 100 procent, żeby nic się nie mieszało i kontekst był zupełnie jasny.

Moje Montessori Nasze dwujęzyczne książki

Nie mamy w najbliższym otoczeniu żadnej innej osoby mówiącej po słowacku, co oznacza, że cała odpowiedzialność za naukę tego właśnie języka spoczywa na moich barkach. Jestem świadoma faktu, że język otoczenia staje się w przeważającej mierze językiem dominującym i dlatego tym bardziej muszę tworzyć jak najlepsze warunki do częstego kontaktu z językiem słowackim. Robię to przez:

•     mówienie, mówienie i jeszcze raz mówienie, cały czas i bardzo dużo

•     wspólne czytanie książek, wierszyków

•     kontakt z innymi członkami rodziny, przez telefon czy podczas odwiedzin

 

Polski i słowacki są językami dosyć podobnymi co czasami utrudnia sprawę. Dużo słów jest bardzo podobnych albo nawet identycznych, często jednak mają zupełnie inne znaczenie. Jeśli chodzi o rozumienie, z nim nie mamy najmniejszego problemu od długiego czasu. Jakiś miesiąc – dwa temu zaczęła się u nas fala nowych wyrazów, praktycznie codziennie pojawia się jakieś nowe słowo. Oto co zauważyłam:

•     zupełnie pierwsze słowa typu mama, tata, baba są po słowacku takie same, czyli na początku nie było nawet czego rozróżniać

•     powoli jak pojawiają się nowe słowa, S. przyswaja najpierw te łatwiejsze do wymówienia, na przykład mówi jajo także w rozmowie ze mną (vajíčko jeszcze nie jest w stanie wymówić :) )

•     jeśli jest w stanie wymówić to samo słowo w obu językach rozróżnia je w zależności od tego do kogo mówi (oczywiście nie zawsze bezbłędnie, wtedy go nie poprawiam, ale kontynuuję wyłącznie po słowacku i on dołącza)

•     słysząc nowe słowo tylko w jednym z języków często pyta się jak ono brzmi w tym drugim

 

Dopiero zaczynamy całą naszą dwujęzyczną przygodę i myślę, że właśnie teraz, gdy S. za chwilkę skończy 2 latka nastąpi eksplozja mowy (jak ten etap określiła Maria Montessori w The Absorbent Mind). Zobaczymy jak to będzie wyglądać u nas. S. na pewno do cichych i małomównych nie należy, chyba będzie zabawa. :)

Save

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *