PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Montessori w domu – z czym najbardziej walczę

9 stycznia 2018 | kategoria 18 - 24 miesiące, 2 - 2,5 roku, 2,5 - 3 lata, 3 - 4 lata, Inne różności

W większości próbuję pisać wpisy jak najbardziej pozytywne. Trochę pokazać, jak to u nas wygląda, trochę może zainspirować czy podzielić się naszą pracą. Nie chcę jednak, żebyście odnieśli wrażenie, że u nas wszystko działa bez zarzutów, trudniejszych momentów, przemyśleń. Dlatego dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o rzeczach, które w naszej montessoriańskiej podróży nie są różowe, o rzeczach które są dla mnie trudne i z którymi próbuję się uporać.

 

Brak wsparcia i samotność

Jednym z powodów, dla których zaczęłam pisać bloga, to próba znalezienia osób, które myślą trochę podobnie jak ja. W swoim otoczeniu nie mam niestety żadnych osób, z którymi mogłabym porozmawiać na mnie bliskie tematy metody Montessori, edukacji alternatywnej czy ogólnie pojętej edukacji. Szczerze mówiąc to niewiele osób z mojego otoczenia wie w ogóle, że prowadzę bloga. 😉 Nie chodzi o to, że się z tym ukrywam, są to jednak tematy, które nie cieszą się wielką popularnością. Większość osób w moim otoczeniu ma zupełnie inne opinie i przekonania dotyczące edukacji niż ja co oczywiście jak najbardziej szanuję. Nie jestem osobą, która komukolwiek próbowałaby wciskać swoje opinie czy przekonywać do swoich racji. Dlatego przyjęłam zasadę, że w rozmowach nie zaczynam nigdy tematów rodzicielskich czy dotyczących edukacji. Jeśli się mnie ktoś coś zapyta, zawsze chętnie odpowiem, ale sama tych tematów nie rozpoczynam. To, że pewne rzeczy robimy inaczej widać w różnych rzeczach i chętnie o tym opowiem, jak się mnie ktoś o to zapyta (ale tylko wtedy 😉 ).

Miło jednak jest mieć w otoczeniu osoby podzielające moje poglądy czy wizję. Ludzi, z którymi można byłoby pogadać na wspólne tematy.  Ja niestety tak nie mam i bardzo mi tego brakuje.

Moje Montessori Pokój książki


Potrzeba tłumaczenia się

Już słyszałam naprawdę różne rzeczy: że Montessori zabiera dzieciom dzieciństwo, że jest to wychowanie bez jakichkolwiek granic, że tych granic jest za dużo i nie ma wolności itp. Zawsze kiedy słyszę takie argumenty czuję potrzebę stanąć w obronie pani Marii 😉 i na spokojnie wytłumaczyć kilka rzeczy. Że nie, dzieciństwa absolutnie się nie zabiera i że owszem, że granice są! Tyle mitów i nie do końca prawdziwych przekonać krąży, że trudno nadążyć. Nikogo nie chcę przekonywać, że metoda Montessori jest taka super, że każdy powinien kroczyć tą drogą. Nie. Każdy ma wolność, swoje przekonania i wizje i tak powinno być. Warto jednak, żeby te opinie były założone na prawdziwych informacjach.


Brak pomocy i materiałów

O tym, że pomoce Montessori są drogie chyba nie muszę mówić. Są, i to okropnie. Oczywiście, że chciało by się je mnieć wszystkie albo przynajmniej większość. Ale niestety nie da się. Nie będę narzekać, dlatego że nic mi to nie pomoże. Próbuję natomiast radzić sobie z tym co mam czy robić różne rzeczy samodzielnie (globus czy ruchomy alfabet na przykład :) ). Pomoce są tylko jedną z części metody Montessori, ważne jest też przygotowane otoczenie czy sposób pracy z dzieckiem. Można również realizować swoje pomoce trzymając się zasad metody Montessori (izolacji trudności, samokontroli itp.) czyli po prostu jakoś sobie radzić z tym co się ma. :)

Moje Montessori Tablice Seguina nastki


Trudność w zdobywaniu informacji

Nie mam niestety możliwości uczestniczyć w żadnym kursie metody Montessori. Wszystko, co do tej pory się nauczyłam, nauczyłam się samodzielnie. Przeczytałam większość mnie dostępnych książek o metodzie Montessori (autorstwa samej Marii Montessori czy też innych autorów) po polsku, czesku, angielsku czy włosku. Próbuję cały czas się dokształcać, zdobywać wiedzę na tematy, które obecnie mnie interesują. Nie ukrywam, że czerpię z tego przyjemność (jakby tak nie było na dłuższą metę nie byłabym w stanie tego robić 😉 ), tematy edukacji od zawsze były mi bliskie. Nie ukrywam też, że łatwo nie jest. Chętnie wybrałąbym się na kurs, chętnie uczyłabym się wspólnie z innymi osobami a nie sama wieczorami ale jest jak jest i muszę sobie radzić. 😉

Moje Montessori Montessori książki


Muszę przyznać, że najtrudniejsza do pokonania z powyżej wymienonych rzeczy jest zdecydowanie samotność. Każdy potrzebuje swojej wioski, ludzi, którzy nadają na tych samych falach. Nie jest łatwo robić rzeczy inaczej, szczególnie w tak homogenicznym otoczeniu w jakim ja jestem. Ale głęboko wierzę, że to ma sens.

A może wy też macie podobnie? Może walczycie z podobnymi rzeczami, przemyśleniami, trudnościami? Przesyłam wam wirtualne wsparcie! :) Jakby coś, zawsze możecie do mnie napisać. 😉

PS: Zerknijcie też na ten wpis pt. Dom z Montessori – ta druga strona medalu Kasi z bloga Za dzieckiem. Ze wszystkim się tam zgadzam!

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Podobnie jak u Ciebie, u nas największym problemem jest samotność i brak zrozumienia. Niektórych pomocy nie jestem w stanie zrobić samodzielnie, wtedy pojawiają się komentarze w stylu „gdzie miałam rozum wydać tyle pieniędzy na kilka klocków” (np. przy różowej wieży).
    Czytając twój tekst wpadłam na pomysł, że bardzo chętnie zobaczyłabym na twoim blogu wpisy o poradnikach dla rodziców, którzy tak jak ty nie mają możliwości iść na kurs, a bardzo chcą wprowadzać Montessori w domu, tylko nie bardzo wiedzą od czego i w jakiej kolejności zacząć. Sama się do nich zaliczam, i szukam trochę po omacku, z czasem widzę jakie błędy popełniam i staram się je naprawić… To oczywiście tylko taka luźna propozycja 😉

  2. Dzięki za wpis. Czuję podobnie, choć mam wśród swoich koleżanek ‚wyznawczynie’ Montessorii i to dla mnie bardzo ważne wsparcie. Dużo informacji czerpię też z internetu. Które książki polskojęzyczne polecasz na start? Będę wdzięczna za rekomendacje. Nie ustawaj w pisaniu! Pozdrawiam!

  3. Doskonale Cię rozumiem. Mało tego, że w sprawie wychowania dzieci nie ma bratbich dusz do dyskusji, w pracy to samo. Jestem nauczycielką, miłośniczką edukacji alternatywnej. Rodzice zapalają się na każdy mój pomysł, ale przy realizacji napotykam na mur, albo ze strony współpracowników, dyrekcji czy mimo wszystko innych oczekiwań rodziców. Mam ciągłe poczucie niezrozumienia otaczających mnie rodziców, nauczycieli. Nawet mój mąż chyba nie do końca postrzega kwestie edukacji tak jak ja, choć bardzo wspiera.
    Dobrze, że jesteś. Inspirujesz!
    Pozdrawiam

    • Tak siedzę przed komputerem, czytam Twój komentarz kilka razy i nawet nie wiem co napisać. Chyba tyle, że bardzo się cieszę, że są ludzie jak Ty! Trzymam kciuki we wszystkich pomysłach i przesyłam wsparcie. :) Pozdrawiam ciepło!

  4. Piękną pracę wykonujesz:)))))
    Ja już tyle razy usłyszałam, że z czymś przesadzam… i przyznam, że długo tłumaczyłam dlaczego.to czy tamto. Ale zaczęłam przez to tracić znajomych, bo dla niektórych logiczne, a już naukowe argumenty to agresja :)
    Odpuscilam.
    Bycie świadomym rodzicem w osamotnieniu jest trudne :((
    Ale damy radę!

    • Przesyłam wirtualne wsparcie i pozdrawiam ciepło! :)

  5. Twój wpis właśnie „spadł mi z nieba” :) u mnie jest tak samo, z tą różnicą, że wychowujemy Synka zgodnie z rodzicielską bliskością, Dopiero teraz (3 latka) wprowadzam Montessori. Jednak szczerze powiedziawszy to się bardzo ze sobą łączy:) Dla mnie oprócz tej samotności, o której piszesz najgorsze chyba jest to, jak ktoś podważa nasze metody wychowawcze i muszę się tak naprawdę tłumaczyć, dlaczego tak robię, a nie inaczej. Najśmieszniejsze a zarazem najbardziej wkurzające jest to, że to jak Synek jest wychowany bardzo się wszystkim podoba – jest grzeczny, pomaga mi w domu, ma dużo wiadomości z różnych dziedzin, można z nim było dyskutować, jak jeszcze nie umiał mówić itp- ale to w jaki sposób go wychowujemy już innym nie pasuje… bo za bardzo jest do mnie przywiązany, bo za dużo mu uczuć okazujemy (sic!), bo będzie z niego „baba” (a już od dawna ma swoje zdanie, o które walczy, ale to też jest złe, bo powinien być podporządkowany rodzicom;)… długo by tu wymieniać… a i co najstraszniejsze, nie chcę dziecka posłać do przedszkola!… podziwiam Was i innych rodziców wychowujących od początku wg Montessori. Jak sobie radzicie z prezentami od innych? U mnie była dosłownie walka, bo od początku nie chcieliśmy elektronicznych zabawek, a plastikowe w bardzo ograniczonym zakresie… no a jak to tak, bez takich zabawek dziecko wychowywać… i na pierwsze urodziny Synek dostał od mojej siostry jeżdżącego, wrzeszczącego słonika, którego rzucił w kąt po przyjęciu urodzinowym;)ale ciotka puściła tekst, że takie zabawki dziecko też musi mieć… a jednak nie musi;) Jestem już matką eko-wariatką w rodzinie;) pozdrawiam:)

    • No tak, trudne tematy, jak ja to rozumiem!! :) I jeśli chodzi o prezenty, w większości się wszyscy pytają co kupić (ogólnie w rodzinie jest raczej taki system, nie chodzi tylko o nas). Ale czasami oczywiście zdarzają się nie bardzo fajne prezenty (np. plastikowy dźwig na pół pokoju 😀 ). Nie zabieramy je nigdy ani je nie chowamy (no chyba że by to było naprawdę coś niestosownego, ale nigdy się to nie zdarzyło). W każdym prezencie, nawet tym najbardziej nietrafionym, są jednak zawsze ukryte jakieś dobre intencje. I jakoś tak się składa, że S. szybko traci zainteresowanie takimi zabawkami i wspólnie z nim i za jego zgodą oddajemy je innym. :)

  6. brak zrozumienia jest bolesny, szczególnie to ze człowiek tak dużo z siebie daje żeby dziecko miało jak najlepiej (przecież po Twoim blogu widać jaki ogrom pracy wkładasz w to żeby S. miał wspaniałe zycie, a przecież to wycinek Waszych aktywnosci) a ktoś powie że to jest jakieś tam wydumane albo że po co to, albo że źle bo cośtam.
    Ale chyba właśnie trzeba się wspiąć na wyżyny empatii i stwierdzić że to jest właśnie BRAK ZROZUMIENIA czyli nie ze ktoś ma zła wolę tylko nie zrozumiał po prostu.
    ja miałam taka historyjkę że opowiadałysmy z córeczka mojej babci o tym że byłyśmy w zoo i ona chociaż jest jeszcze bardzo malutka to mówiła różne gatunki zwierząt które ja zachwycily, ale takie mniej znane np. małpka uistiti pigmejka (polecam Waszej uwadze, to najmniejsza małpa swiata). I ta moja rodzona babcia powiedziała mi coś takiego ze mnie aż zmrozilo, że po co dziecko ma się uczyć takich słów i takich rzeczy w ogole bo potem pójdzie do szkoły i tylko problemy z nim będą, bo będzie za dużo wiedział i tylko kłopot zrobi. musiałam sobie dużo układać w glowie zanim się znowu odezwalam;)
    Miriam, masz nas, swoją wirtualną wioskę:) a dzięki Tobie i my Twoje czytelniczki możemy być mniej samotne.

    • Jak ja Cię rozumiem! I dziękuję Ci za te słowa. :)

  7. Mimi & Liza to książka w języku PL? 😀

    • Nie. to słowacka książka. 😉 O dwójce dziewczynek, z których jedna jest ślepa. Bardzo fajna książka pokazująca jak świat może wyglądać dla różnych ludzi, Ale polskiego tłumaczenia niestety nie ma. Może kiedyś. :)

      • Szkoda, że nie ma tłumaczenia, moja niespełna 3 letnia córka podczas mojej choroby odkryła alfabet Braile’a na opakowaniach leków, więc zaczęłam jej tłumaczyć, natomiast widzę, że trudno jej pojąć jak to jest możliwe, że ktoś nie widzi (rozumie, że po prostu musi nie patrzyć się w danym kierunku). Taka książka dużo by pomogła

  8. Przy okazji chciałabym podziękować Miriam jak i innym rodzicom prowadzącym blogi w duchu montessori że znajdują w sobie siłę i czas na prowadzenie blogów. Bez Was chyba nigdy bym nie odkryła tej metody, a wiedzy książkowej chyba nie umiała tak kreatywnie przełożyć na codzienne życie. Dobrze że jesteście.

    • 💛

  9. Droga Miram, czuję to samo. Ale podobnie jak Ty nie tłumaczę innym na siłę swoich poglądów. Wiem że to kwestia świadomości rodzicielskiej. Nie wszyscy ją mają. Sama jeszcze nie tak dawno temu myślałam jak inni, ale odkąd urodziłam swojego syna dużo czytam o wychowaniu. A im więcej czytam tym bardziej uswiadamiam sobie ile jeszcze ciężkiej pracy przede mną. Jak to dobrze że przyszło mi wychowywać dziecko w czasach internetu! W zasadzie nawet nie słyszę tych wszystkich negatywnych komentarzy o moich wymyślnym i udziwnionym podejściu do wychowania ponieważ jestem tak bardzo zafascynowana Montessori. Z zachwytem siadam do nowej lektury. Przygotowywanie pomocy i zabaw dla dziecka sprawia mi ogromną radość. Dla mnie Montessori to nie tylko sposób na wychowanie dziecka to również droga do szczęśliwego rodzicielstwa.

    • Pięknie to ujęłaś!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *