PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Jak u nas działa przygotowane otoczenie

23 sierpnia 2016 | kategoria 2,5 - 3 lata, Przestrzenie

Chciałabym się z wami dzisiaj podzielić moim entuzjazmem. Entuzjazmem z tego, jak to wszystko u nas działa, jak przygotowane otoczenie w domu zachęca do pracy i wspiera w samodzielności. Miewam chwile zwątpienia i po prostu trudne dni, kiedy wszystko jest nie tak, S. ma gorszy dzień (ale kto takich nie miewa?) i wszystko nam idzie opornie. Ale… Są również dni (których jest zdecydowanie więcej), kiedy widząc co S. robi, jak się zachowuje i co już potrafi, chce mi się skakać z radości aż pod sufit. I ten weekend właśnie taki był.


Moje Montessori Półeczki w pokoju


W tamtym tygodniu zaczęliśmy z remontem S. nowego pokoju. Jeszcze nie jest w zupełności skończony, ale jest na tyle funkcjonalny, że S. się do niego już z wielką radością (i moją małą łezką w oku, oczywiście w ukryciu) zdążył przeprowadzić. Bardzo mi zależy na tym, żeby jego pokój był naprawdę jego: żeby jego słowo liczyło się w podejmowanych decyzjach co do wystroju i ułożenia mebli (oczywiście w racjonalnych proporcjach, bo wszystkiego, łącznie z oknami, półkami i koniem na biegunach na pomarańczowo się nie da wymalować tak jakby to S. sobie wyobrażał 😉 ). Malowaliśmy razem, układali meble razem i cieszyli się  razem. S. sobie nawet (prawie) samodzielnie posadził małe kaktusy, które mu teraz ozdabiają okno i na małe korzonki których czekaliśmy przez trzy tygodnie. Własnoręcznie zrobiona praca cieszy bardziej.


Moje Montessori Kaktusy


S. przeprowadzony, półeczki przymocowane (Tata, ale to pięknie zrobiłeś!), książki przeniesione. S. czuje się w nowym pokoju gospodarzem i każdemu go dumnie pokazuje i po nim oprowadza. W ten weekend był u nas w odwiedzinach kuzyn (starszy o 8 miesięcy, czyli prawie 3,5 latek). Mieszkamy nie tak blisko siebie i nie mamy tak wielu okazji, żeby spędzać czas razem jak byśmy chcieli. Tym bardziej cieszyłam się, kiedy nasza dwójka chłopaków miała okazję spędzić trochę czasu razem i do tego… w naszym przygotowanym otoczeniu.  I muszę powiedzieć: dla mnie jako pasjonatki – amatorki próbującej wprowadzać słowa Marii Montessori w życie, był to najpiękniejszy moment tygodnia.

Była wspólna praca, wybieranie książek z niskich półek i sprzątanie. Kiedy S. kuzynowi tłumaczył, żeby odkładał zabawki z powrotem na ich miejsce na półce, bo inaczej mogą się zgubić i następnym razem kiedy z nich będziemy chcieli skorzystać nie będziemy mogli tego zrobić, z trudem powstrzymywałam uśmiech. Ale kiedy zaprosił kuzyna do kuchni do swojego stolika (Chyba pora czegoś się napić.), uśmiechałam się już na całego.


Moje Montessori Półki na książki


Z prostego picia szklanki wody stało się spotkanie dwójki dużych – małych ludzi, którzy sobie nawzajem pomagali, nalewali wodę i jak się przypadkiem coś rozlało. S. powiedział: To nic, zdarza się, zaraz wytrzemy. Ja się ograniczałam do roli obserwatora, który nie chciał zakłócać tego pięknego momentu (który trwał 15 minut!), spotkania dwóch osób, które sobie pomagały, razem wycierały rozlaną wodę, pod koniec po sobie posprzątały, wszystko odłożyły na swoje miejsce, zasunęły krzesła i wróciły do zabawy. Niby nic takiego a jakże piękny to był moment.

I dlaczego o tym piszę? Po pierwsze dlatego, że było to dla mnie piękne przeżycie i kolejne uświadomienie sobie, co takie maluchy potrafią. Po drugie dlatego, żeby sobie przypomnieć to ogromne znaczenie przygotowanego otoczenia, które umożliwia dzieciom działać właśnie w ten sposób: wybierać sobie aktywność i koncentrować się na niej, potrafić działać zupełnie samodzielnie i bez pomocy czy zbędnej ingerencji dorosłego i móc na przykład zaprosić kuzyna na szklankę wody. Wystarczył do tego stolik, krzesełka i dzbanek wody.


Moje Montessori Stolik z kwiatkami w kuchni


Może jestem za bardzo wrażliwą duszą, ale takie momenty przypominają mi te wszystkie cytaty Marii Montessori o szacunku dla dziecka, jego niesamowitych możliwościach i jego spontanicznym rozwoju. W takich właśnie momentach, kiedy widzę jak S. staje się coraz bardziej samodzielnym (i jest to dla niego tą najbardziej oczywistą rzeczą na świecie), uświadamiam sobie, że to moje niekończące się przemyśliwanie urządzania przestrzeni tak, żeby odpowiadała wszystkim, i tym najmniejszym domownikom, ma sens.

Save

Save

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Trafiłam na Twój blog kilka dni temu i nie mogę się oderwać ☺ Dziękuję Ci Dobra Kobieto za możliwość uczenia się od Ciebie – wykonujesz kawał dobrej roboty!!! Pozdrawiam gorąco 😘

    • Dziękuję Ci bardzo za te miłe słowa, bardzo je doceniam! I również pozdrawiam gorąco! 😉

  2. Bardzo fajny blog, cieszę się, ze na niego trafiłam. Ja też rozmyślam o przestrzeni dla mojego dziecka. Niestety mamy małe mieszkanie i nie wszystko da się rozbić takl jak bym chciała. Mam pytanie czy możesz podać skąd te krzesełka? Są przepiękne i takich szukam. Dziękuję i pozdrawiam. K.

    • Dziękuję Ci za komentarz i ja również się cieszę, że tutaj trafiłaś. :) My też walczymy z przestrzenią, przez ponad 2,5 roku synuś nie miał swojego pokoju i dopiero teraz zaczyna się urządzać. I odpowiadając na Twoje pytanie, krzesełka mamy stąd: http://www.drewnianewyroby.pl/. Pozdrawiam serdecznie! :)

  3. Wspaniale! Dzieki za ten tekst! Tez teraz mysle o przestrzeni :)

    • Dziękuję za miły komentarz! :) U nas urządzanie wciąż w toku, też jest jeszcze o czym myśleć. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *