PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Dzieci świata

27 lipca 2016 | kategoria 2,5 - 3 lata, Książki

Jestem pasjonatką języków obcych: moje liceum było dwujęzyczne, studiowałam za granicą i nawet tego tekstu nie piszę w moim języku ojczystym. Języki obce, i co za tym idzie również inne kultury, były i są ważną częścią mojego życia, z którą chciałabym się z S. dzielić już od jego najwcześniejszego dzieciństwa. Pochodzę z innego kraju niż mój mąż, mówimy innymi (choć bliskimi sobie) językami i S. jest wychowywany dwujęzycznie. Odkąd zaczął mówić pełnymi zdaniami (czyli jak miał około 2 lat) pojawiły się również pytania: dlaczego mama mówi inaczej niż tata i dlaczego babcia nie rozumie, gdy mówię do niej po polsku. Był okres, kiedy te pytania zadawał codziennie, dopytywał się, kto gdzie mieszka i gdzie się urodził próbując uporządkować te informacje w swojej główce. Pamiętam, że jedną z naszych rozmów na ten temat podsumował parafrazując swój ulubiony wierszyk Paweł i Gaweł: „Mama wiesz, to było tak: Polak i Słowak w jednym spali domu.” :)


Moje Montessori Dzieci świata okładka wpisu

W wieku coś ponad 2,5 roku mamy temat różnych języków i różnych krajów już trochę omówiony. S. jest tym tematem bardzo zainteresowany, zdarza mu się przyłapać mnie na czytaniu książki w innym języku (kiedy mnie pyta co to za książka, kawałek mu z niej przeczytam i stwierdza: Takiego języka nie rozumiem.) czy na słuchaniu obcojęzycznej muzyki. Dopytuje mnie często, co to za język, a ja mu wszystko chętnie i długo tłumaczę.

Język obcy łączy się oczywiście z inną kulturą, tradycjami i często również z innym wyglądem. Obecnie mieszkamy w miejscu bardzo homogenicznym, w którym trudno jest spotkać kogoś mówiącego innym językiem niż polski nie mówiąc już o innym kolorze skóry. Kilka razy do roku jeździmy do mojej strony rodziny mieszkającej w dużym mieście, w którym nietrudno jest spotkać obcokrajowców z różnych stron świata. Chciałam jednak dać S. możliwość rozwinięcia tego tematu na co dzień i to sposobem dostosowanym do jego wieku. Żeby podążać za jego zainteresowaniem, pobudzić ciekawość oraz stworzyć okazję do zadawania pytań. Dlatego dla S. stworzyłam taką książkę:


Moje Montessori Dzieci świata 4


Jest ona zbiorem zdjęć dzieci pochodzących z całego świata, różnią się kolorem skóry, oczu, włosów czy ubiorem. Z każdego kontynentu pokazanych jest 6 dzieci.


Moje Montessori Dzieci świata 3


Karty do jej stworzenia pobrałam z mojego ulubionego bloga I believe in Montessori, i to dokładnie stąd (można je pobrać za darmo, ale trzeba się zarejestrować). Są to karty do pracy z mapą kontynentów, u nas jednak służą na razie jako książka. Myślę, że taka forma również przynosi wiele korzyści:

• książka pokazuje piękną różnorodność na świecie

• pobudza ciekawość i zachęca do zadawania pytań

• rozwija słownictwo (opisując wygląd i ubiór dzieci)



Moje Montessori Dzieci świata 2

Moje Montessori Karty dzieci świata 1

Moje Montessori Karty dzieci świata


Zrobiłam do kart tylko dwa małe dodatki: okładkę (można ją pobrać klikając w link pod obrazkiem poniżej) oraz jedną specjalną kartę. Wydrukowałam zdjęcie S. w rozmiarze kart i włożyłam go pomiędzy inne strony książki. Był zachwycony jak znalazł sam siebie pośród zdjęć innych dzieci. :)



Dzieci świata - okładka

                                                                                    Dzieci świata – okładka

Po kilku dniach stwierdzam, że książka była bardzo trafionym pomysłem. Po wspólnej lekturze S. sięga po nią też samodzielnie i zadaje mi różne pytania (o to mi chodziło 😉 ). Tylko uważajcie. Po oglądnięciu zdjęć i różnych moich opowieściach S. stwierdził, że na najbliższą wycieczkę jedziemy do Australii, na zimę kupujemy taką czapkę, jak ma dziewczynka z Mongolii oraz… że bardzo chce mieć piegi. 😉 No to zaczynamy oszczędzać. Tylko nie wiem, co z tymi piegami.

Save

Save

Save

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. super sprawa. ale niestety nie mogę sciągnąć tych kart :(

    • Wysłałam maila. 😉

  2. fantastyczny pomysł:) muszę tylko nabyć osprzęt do laminowania zdjęć, bo bez tego ani rusz.

    A w całej historii najbardziej ujęło mnie, że Twój synek znalazł swoje zdjęcie wśród zdjęć innych dzieci. Takie proste, a jaki pozytywny przekaz:)

    dzięki za inspirację:)

    • Dziękuję Ci za miły komentarz. :) I jeśli chodzi o laminarkę, ja się długo wahałam z jej zakupem. Ale jest to inwestycja jak najbardziej opłacalna. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *