PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Deszcz à la Montessori

31 maja 2015 | kategoria 18 - 24 miesiące

Dzisiejszy dzień dałby się opisać trzema słowami: woda, woda, woda. Nie tylko w pełni przeżywamy wrażliwy okres na wszelakiego rodzaju czynności z wodą, pogoda też dorzuciła swoją część, deszcz nie ustał od rana. Wyglądało na to, że w ogóle nie będziemy wychodzić, ale nic bardziej mylnego. Czyli kolejny typowy, zainspirowany Montessori, dzień.

Poranek rozpoczął się baczną obserwacją tego wszystkiego, co dzieję się za oknem. Oglądaliśmy małe kropelki deszczu spadające na okno i powoli ślizgające się w dół. I obserwowaliśmy nie tylko samym okiem. W ciszy nasłuchiwaliśmy rytmów wystukiwanych przez ciągle zmieniający się deszcz, dotykaliśmy szyb, żeby poczuć, że za oknem jest chyba trochę chłodniej.  S. bardzo lubi sprawdzać wszystko dotykiem (że mrożonki są zimne, bo były w zamrażarce, że kaloryfery dlatego nie są gorące, bo jest ciepły dzień no i w kranie za każdym razem sprawdza, czy ciepła woda cieknie cały czas tą samą rurą).

Deszcz a la Montessori

Przed południem oczywiście nasza zabawa Montessori numer jeden w ostatnim czasie: przelewanie. Wystarczy niski stolik w kuchni, dwa małe dzbanki, woda i około 30 – 40 minut. Sukces murowany.

Później pora na zakupy. Hurraaa, wychodzimy na deszcz. Przez chwilę obserwujemy jak pada deszcz no i trzeba rozszyfrować jak działa parasol. S. nagle staje w miejscu ze zdziwioną miną. Dlaczego tu gdzie stoimy, nie pada, a tuż obok widzimy już spadające kropelki? Chwilka rozglądania się i zastanowienia no i zagadka rozwiązana: przecież nad nami jest daszek. Dłonią próbujemy ziemię: zimna i sucha, tam gdzie pada zimna i mokra. Krótka lekcja sensoryczna Montessori: S. przekłada rączkę chyba 20 razy i powtarzamy: sucho-mokro, sucho-mokro.

Po południu obowiązkowy spacer niezależnie od pogody. Dzisiaj w nosidełku z parasolem nad głową. Największym hitem okazała się woda spływająca ulicą do kraty, śledziliśmy jej strumyki wpadające najpierw do jednej później do drugiej kratki. Łatwo nam szło, bo w takiej pogodzie trudno było spotkać innych spacerowiczów.

Po długim deszczowym dniu nadchodzi nasza ulubiona jego część: kąpanie. Klasyka: wrzucamy kaczuszkę, pluskamy się, kilka kropel ląduje później na łóżku. Niby nic nowego, zdarza się prawie codziennie. Ale w dzisiejszym dniu pod hasłem woda wszystko wygląda jednak inaczej. Już wiemy dokładnie, o co chodzi: prześcieradło jest mokre! Twarz S. rozjaśnia promienny uśmiech a ja już widzę to światełko, które się mu zaświeciło w główce. No tak, jest tak samo mokre jak różne rzeczy, których dzisiaj dotykaliśmy: samochód, liście, chodnik. I wracamy do powtarzania: suche-mokre. Wyszukujemy kropelki, które poleciały na łóżko. Dosłownie wszystkie. I żeby nie było tak łatwo, plamki zaczynamy dzielić na kategorie małe-duże. Oj, chyba zaczyna się u nas faza na przeciwieństwa.

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *