PinterestFacebookInstagram

Moje Montessori

Montessori w domu czyli uczymy się od dzieci jak być wielkimi

Lubimy być przy stole razem – jak wybieraliśmy krzesełko

27 czerwca 2015 | kategoria Przestrzenie

Lubimy robić rzeczy razem (z S. oczywiście). Razem gotować, razem sprzątać, razem podlewać kwiatki i razem jeść przy stole. Dzisiaj chciałabym się z wami podzielić naszym doświadczeniem z krzesełkiem Danchair – chyba najbardziej używanym meblem w naszym domu, który wyjeżdża z nami nawet na wakacje.

 

Moje Montessori Nasz DanchairDługo rozglądałam się za krzesełkiem takiego typu i porównywałam. Czytałam opinie na różnych, głównie zagranicznych stronach i zastanawiałam się nad każdym aspektem. Oto co brałam pod uwagę:

  • bezpieczeństwo

Oczywiście najważniejszy aspekt. Chciałam żeby krzesełko było bardzo stabilne, nie nachylało się przy próbach odepchnięcia się od stołu oraz przy różnych innych wygibasach.

  • materiał

Lubimy drewno, chcieliśmy drewno. Lite, wytrzymałe drewno odporne na pęknięcia.

  • łatwość w manipulacji

Śniadanie, obiad, kolacja, czasami drugie śniadanie, podwieczorek itp. Każdy posiłek oznacza wkładanie i wykładanie S. z krzesełka. Dlatego błyskawiczne zapięcie jest bardzo ważne. Patrząc długofalowo, zwracałam uwagę też na to, żeby później S. był w stanie na niego wychodzić samodzielnie. Udało się mu to gdy miał około 17 miesięcy.

  • łatwość w utrzymaniu

Wiadomo, jedzenie lądujące w promieniu kilku metrów.

  • waga

Czasami muszę je znosić i wynosić po schodach, chciałam krzesełko, które nie zniszczyłoby mi przy tym kręgosłupa. No i teraz widzę, że także S. lubi same je sobie przestawiać i zasuwać.

  •  cena

Powody oczywiste.

Po rozglądnięciu się po sieci znalazłam poniższe krzesełka, pomiędzy którymi decydowałam się na wybór końcowy:

 

 

1. Danchair duńskiej firmy Baby Dan, drewno kauczukowe, około 390 zł

2. Geuther Swing niemieckiej firmy Geuther, drewno bukowe, około 600 zł

3. Hauck Alpha niemieckiej firmy Hauck, drewno bukowe, około 250 zł

4. Safety 1st Timba firmy Safety 1st, drewno (jakoś się nie mogłam doszukać o jakie konkretnie drewno chodzi), około 260 zł

5. Roba Sit Up III niemieckiej firmy Roba, drewno bukowe+sklejka, około 230 zł

6. Tripp Trapp szwedzkiej firmy Stokke, drewno bukowe, około 600 zł

 

Jak już wspomniałam na początku, u nas zwyciężył Danchair firmy Baby Dan. Dlaczego?

Po przeczytaniu przeróżnych opinii na temat kilku krzesełek doszłam do wniosku, że nie chcę krzesełka z klasycznymi czterema nogami. Natknęłam się na opinie (i było ich więcej), że przy próbie odepchnięcia się dziecka nóżkami od stołu, takie krzesełka czasami przechylają się stając tylko na dwóch nogach. Nie wiem, czy rzeczywiście tak się dzieje, w każdym razie mnie to trochę wystraszyło. Patrząc też na wagę krzesełka oraz sposób zapinania dziecka do niego, zdecydowaliśmy się na zakup Danchaira.

Danchair w naszej jadalni

No i? Zdecydowanie nie żałuję. Ze strony S. była to miłość od pierwszego wejrzenia. Od razu chciał wsiadać, nigdy się nie buntował na zapinanie, tylko próbował rozszyfrować jak to zrobić samemu. Odkąd skończył mniej więcej 17 miesięcy, sam potrafi na niego wejść.

Do tej pory (użytkujemy go już ponad pół roku) nigdy nie zdarzyła się nam jakaś niebezpieczna sytuacja, krzesełko jest bardzo stabilne, jak S. próbuje odepchnąć się nóżkami od stołu, krzesło po prostu się trochę przesuwa (tutaj muszę zaznaczyć, że używamy go wyłącznie na parkiecie, na dywanie jest może inaczej). Przy wyginaniu się do przodu czy do boków nawet się nie poruszy.

Wpinanie barierki zabezpieczającej jest dosyć proste, zajmuje dosłownie sekundę: wsuwa się ją do otworu w oparciu i wpina do dziurki w siedzeniu pomiędzy nóżkami dziecka. Chcąc ją wyjąć, wystarczy wcisnąć przycisk pod siedziskiem i gotowe. Jedynym minusem jest to, że przy naszym dosyć namiętnym użytkowaniu powoli zaczął schodzić lakier w miejscach, w których mocuje się barierkę w oparcie. Jak S. był młodszy, używaliśmy dodatkowo pasów, które były w zestawie, teraz już nie ma takiej potrzeby.

Danchair

Krzesełko jest wykonane w całości z drewna kauczukowego, jest dosyć lekkie, łatwo się przesuwa (S. sobie z tym nieźle radzi). Minusem jest fakt, że drewno to jest raczej miękkie i trzeba uważać na wszelkiego rodzaju zarysowania. Wykończenie jest piękne, powierzchnia gładziutka, dzięki czemu łatwo się je czyści (kilka razy dziennie oczywiście).

Mówiąc o rozmiarach: nie zajmuje dużo miejsca, da się w całości wsunąć pod stół, gdy barierka jest zdjęta. U nas zmieści się też z przypiętą barierką, ale to zależy już od wysokości stołu. Trochę się trzeba przyzwyczaić do tego, że  nogi krzesełka wystają nawet wtedy, gdy jest wsunięte pod stół. Po paru bolesnych spotkaniach stopa-krzesełko to zaakceptowaliśmy.

 

Czyli podsumowując:

Danchair plusy minusy

 

Po zakupie Danchaira nasza jadalnia zdecydowanie ożyła, spędzamy w niej razem dużo więcej czasu niż kiedyś. Przy stole nie tylko jemy, ale też czytamy książki, rysujemy i wałkujemy ciasto na pizzę. Warto było.

Poinformuj znajomych


Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Powiązane wpisy

Komentarze

  1. Mam pytanie – czy to krzesełko będzie też pasowało do wyspy kuchennej o wys. 90 cm (zwykle to przy niej jemy posiłki)??

    • Niestety nie. Jest to krzesełko wysokością dopasowane do standardowej wysokości stołu – taki mamy w jadalni. W kuchni też mamy stolik na wysokości 90 cm i krzesełko jest do niego za niskie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *